W czwartek PlanetSide 2 obchodził dwa lata od daty premiery gry, a Wy podzieliliście się z nami swoimi wspomnieniami.

Powiem uczciwie, że czytając je wszystkie w sobotnie popołudnie naszła mnie olbrzymia ochota aby zalogować się do gry i postrzelać. Nie było to jednak możliwe od kilku miesięcy, a przy ostatnim logowaniu nie mogłam nawet wyjść z Warpgate – tak bardzo zamrażało mi grę.

Ale mimo to czułam potrzebę zalogowania się do PlanetSide 2 i przeżyłam lekki szok – nie dość, że wyszłam z Warpgate to w największych bitwach jakie wyszukałam, moje FPS nie spadały w końcu do 0 (zero) ale co najwyżej do 13… Byłam aż tak bardzo zszokowana, że na mojej postaci NC, którą nigdy nie gram wbiłam 2 poziomy. Jak to dobrze, że przedłużono podwójny XP do wtorku rano 😀

No dobrze, to nagrody… Gdybym mogła, każdy z Was by ode mnie coś dostał, ale niestety nie mam tyle nagród 🙁

Zacznijmy od kodu na 500 SC, który wędruje do BlackJDragon za poniższe wspomnienia:

Więc tak.
Na początku był widok nieznanej mapy z góry i wysokościomierz u dołu ekranu wskazujący szybką utratę wysokości. Pierwsza myśl: zrzut spadochronowy? No dobra, ale jak otworzyć spadochron?! Trudno, najwyżej zaliczę glebę… Potem bliski kontakt z nawierzchnią i… Przeżyłem! Wylądowałem niedaleko południowej części murów Zurvan Amp Station. Jeszcze nie wiedziałem co to za baza, ani ile krwi na niej przeleję. Szybko rozejrzałem się wokoło, ujrzałem znikającą kapsułę. Już wiedziałem dlaczego przeżyłem, ale radość nie trwała długo, ponieważ w przeciągu kilku zaledwie sekund usłyszałem wybuch i otrzymałem wiadomość o śmierci. W końcu miałem chwilkę, żeby zmienić przypisanie klawiszy (aż dwóch: nóż i rzut granatem ;) ), dokładnie obejrzałem sobie mapę i wybrałem najbliższy punkt odrodzenia. Odrodziłem się przy jakimś pojeździe pod murem widzianej wcześniej placówki(jeszcze nie wiedziałem, że to Sunderer, ani jak on działa), zobaczyłem przed sobą żołnierza z niebieskim trójkącikiem nad głową. Wiedziałem, że to mój sojusznik, więc postanowiłem pójść za nim. Po krótkim biegu on wleciał na wieżę, więc nie zastanawiając się kliknąłem dwa razy spację i ku mojemu zdziwieniu udało mi się wlecieć za nim. Żołnierz pobiegł wzdłuż muru w jedną stronę, ale ja ujrzałem zbliżającą się postać z drugiej strony. Szybko obróciłem się w stronę tej postaci i (mając już pewne nawyki z poprzednich gier) kliknąłem „Q”, a po nim szybko prawy przycisk myszy. Nad głową postaci pojawił się fioletowy trójkącik, usłyszałem tylko dźwięk
broni rodem z science-fiction i znowu umarłem.
Odrodziłem się jeszcze kilka razy w tym samym miejscu wypróbowując poszczególne klasy oprócz MAXa, bo widziałem, że coś kosztuje, a nie wiedziałem jeszcze skąd są te punkty i bałem się, że trzeba za nie płacić prawdziwymi pieniędzmi. Ku mojemu zdziwieniu, a także zawiedzeniu żadna inna klasa nie potrafiła latać :( Znowu przyjrzałem się mapie i zdecydowałem odrodzić się na Warpgatecie, ponieważ zauważyłem, że ta nazwa się powtarza i każda ze stron konfliktu taką posiada stwierdziłem, że musi być to jakaś większa baza.
Na początku, w pokoju odrodzenia myślałem, że znajduję się wyżej nad ziemią, bo usłyszałem wyraźny dźwięk pojazdów latających.
Niestety się myliłem. Wyszedłem dalej na podest, ale bałem się wyjść dalej widząc startujące „samoloty”. Podszedłem więc do każdej konsoli oglądając każdy pojazd. Zdecydowałem się zaryzykować kilka punktów i kupiłem najtańszy pojazd – Flasha.
Mając quada myślałem, że mogę podbić świat więc niezwłocznie udałem się na północ podziwiając widoki. Zanosiło się na noc. Minąłem Rashnu Bio Lab i jechałem dalej na północ. Później zboczyłem nieco z kursu i po krótkiej jeździe terenowej stanąłem na skraju urwiska. Zobaczyłem pustynię nocą. Po mojej lewej stronie widziałem bazę z wyraźnym miejscem do lądowania (Howling Pass), a w daleko w oddali połyskującą na czerwono kopułę. (To był najpiękniejszy widok jaki miałem okazję podziwiać w tej grze, chociaż nie wiem jak udało mi się znaleźć na skałach na wschód od Howlinga nie jadąc drogą).
Domyśliłem się, że w jej pobliżu nie może czekać mnie nic dobrego, ale nie widząc nigdzie „żywego ducha” wsiadłem na mojego quada zjechałem ostrożnie ze zbocza i kierowałem się w stronę kopuły. Po drodze oglądałem ogromne szkielety. Nie wiedziałem co mnie czeka. Mniej więcej w połowie drogi zauważyłem wrogi samolot. Odwrócił się w moją stronę, zrozumiałem, że mnie zauważył. Chcąc się ratować szybko wykonałem zwrot i zacząłem jechać jak najszybciej się dało w kierunku najbliższej placówki. Miałem szczęście, bo pilot nie okazał się za dobrym strzelcem i udało mi się uciec, natomiast musiałem porzucić mój pojazd by ukryć się w zabudowaniach. Chwilę później usłyszałem tylko wybuch mojego Flasha. Nie wiedząc co dalej zrobić, oraz zachęcony niskimi umiejętnościami pilota zdecydowałem się wyjść na zewnątrz i spróbować zestrzelić samolot. Niestety nie udało się i poległem w tej nierównej walce.
Wylogowałem się. Tak minął wieczór i poranek dnia pierwszego.

Pierwszy kod na złoty pistolet frakcyjny wędruje do poety PolicMajster za poniższy wierszyk:

Pierwsze starcie z Sajdplanetą było bolesne jak policzek od dziewczyny,
Po czterech minutach czarny ekran, błąd, wyrzucenie z gry bez większej przyczyny.
Oburzony złą optymalizacją na komputer mój co „Kombajnem” się zowie,
Zniesmaczony przekleństwami, które kotłowały się w mej zwykle pustej głowie,
Porzuciłem myśl o hulaszczym w Kosie lataniu,
Bezkarnym w Magriderze piechurów zabijaniu.
Lecz po trzech miesiącach nastąpił przełom i radość wielka,
Po aktualizacji hula i nie psuje się już gierka.
Rozochocony i napalony na zabijanie
Zakrzyknąłem wesoło „szykujcie się na łomot niebieskie i czerwone dranie”.
Pierwsza potyczka nie poszła po mojej myśli,
Wielki niebieski grubas za pomocą dwóch gnatów z powierzchni Indaru mnie sczyścił.
Po wielu porażkach i trudach dotarłem do upragnionego celu.
Z uporem i w samotności dobiłem do 20 levelu.
Aż któregoś wieczoru na Indarze po przegranych wielu
W oknie pojawił się zielony napis: „Dołącz do nas przyjacielu”
Dobry Samarytanin zaprosił do outfitu,
Pokazał Team Speaka i i możliwości zagrania z rodakami w Azylu.

Drugi kod na frakcyjny pistolet wędruje do przekornego DonJezo:

Mój pierwszy dzień z planetem?
Pierwsze co, to przypadkiem trafiłem na filmik o grze (To je dupna mapa!), po czym zachęcony wziąłem się za ściąganie.
W tym czasie obejrzałem jakieś gameplaye / poradniki, i z chwilą ukończenia pobierania czułem się gotowy do boju :D
Tu następuje wybór serwera (Mallory) i spojrzenie na jego populację. Najmniej było czerwonych więc zostałem Terranem (w tedy myślałem że to pokazuje ilość wszystkich postaci na serwerze, a nie tylko tych online ;))
Czas na intro, a zaraz po nim część na którą żaden poradnik mnie nie przygotował – zrzut prosto w największą trwającą bitwę (któryś tech plant na amerishu). Chwila rozkminy – przecież zrzuciło mnie między tych gości więc pewnie są po mojej stronie, nie? JEB! – nie :/

Następne kilka godzin gry niezrażony grałem tak, żeby robić na przekór obejrzanym poradnikom.
Mówili że to gra zespołowa i jako zwykły pion nic nie zdziałasz?
Mówili że najlepiej zacząć grę medykiem lub inżynierem bo jesteś przydatny dla swojej frakcji i szybko wpada exp?

No więc grałem light assaultem daleko od jakiegokolwiek innego terrana – bio lab głęboko na terytorium wroga. (ahh, ten brak przepływu walk :D)
Jak tylko zacząłem go przejmować wpadło ze 3 wrogów go odbić. I tak resztę dnia spędziłem zabijając się nawzajem z paroma NC-kami.

Tak też minął mój pierwszy dzień w planetsajdzie

Kody na boosty do XP wędrują do Elostalkerr i ForceManPL.

I mam jeszcze nagrodę specjalną o której nie pisałam, ale zważywszy na to, że potwornie mi się spodobał pewien komentarz to postanowiłam ją przyznać. Kod na 1000SC wędruje do Ameba, który opowiedział o swoim pierwszym dniu w PlanetSide 2 w dość obrazowy sposób i mam nadzieję, że to nie ostatnia z jego opowieści 😀

Uu, dawno to było pani droga… Ale nic to. Szkoleń nie było, podpowiedzi dla młodego żołnierza też nie. Na dzień dobry wrzuciło mnie do jakiejś placówki, pamiętam szum powietrza i że wypadłem z kapsuły orbitalnej. Potem krótki sprint i siedzę mniej więcej osłonięty przez ukształtowanie terenu. Wiedziałem że moi to niebiescy, a czerwoni to nie moi. I że trzeba do nich strzelać. Nieśmiało wychyliłem łeb, coby się rozejrzeć po okolicy.

Noc była czarna jak sumienia wyznawców Vanu, jak zamiary Republiki. A ja siedziałem w dołku, osłonięty od wszystkiego i mniej więcej bezpieczny.

Krótko trwało moje samozadowolenie, przerwał je przeciwpiechotny lekki czołg. A dokładniej jego działo 75mm z amunicją odłamkową.
W sumie nie bolało. Pewnie dlatego że nie zdążyło zaboleć.

Zdziwiłem się, gdy otworzyłem oczy, w pełni sprawny, w mundurze i z karabinem w rękach. Dokładnie pamiętałem czołg i jego wieżyczkę obracającą się w moim kierunku, a nawet błysk wystrzału. Ale nic, żyję. Stałem przed wielką mapą, gdzie mogłem wybrać kilka punktów na linii frontu. Aktywowałem przycisk pod miejscem, gdzie było mniej więcej po równo moich i wroga. Po chwili znów spadałem w kapsule. Z karabinem i nadzieją.
Upadek kopuły wzbił tumany kurzu, byłem na brzegu zabudowań, gdzieś na pustyni. Był już dzień.
Nad głową śmignął mi lśniący krwistymi kolorami moskit. Chwilę potem eksplodował po niespodziewanym spotkaniu z pociskiem ziemia-powietrze.
No nic, taka to wojna, proszę ja Ciebie. Chwyciłem mocniej mój karabin i powoli, starannie wycelowałem w najbliższego żołnierza republiki. Celna seria i po chłopie. Dziwne, ale poczułem radość.

I oto on! Piękny, lśniący i kuszący kolorowymi przyciskami terminal pojazdów. Przywołałem sobie lekki czołg, bardzo podobny do tego, który spotkałem ostatniej nocy. O tak, teraz ja jestem tym, który decyduje. Teraz to ja mówię przeciwnikom, że już czas na śmierć.

BUM! kontrolka od obrażeń szaleńczo miga, lewa strona zaczyna dymić. BUM! ogień wydobywa się z silnika, dym szczypie w oczy. W ostatniej chwili wyskoczyłem, z pojazdu. Za sobą ujrzałem piekielny, dwulufowy czołg z godłem republiki, jego lufy niczym spojrzenie boga wojny obracały się w moją stronę. Nie uciekałem. Wiedziałem co się stanie.

Dość wrażeń jak na jeden dzień, wróciłem do koszar, by odpocząć, a następnego dnia znów stawić czoło wrogom wolności.

Zwycięzcom gratuluję i proszę o kontakt ze mną na forum poprzez prywatną wiadomość (Skrzynka odbiorcza/ Converstation).

A już niedługo kolejny konkurs dla wszystkich graczy i fanów gier SOE… 😀