MałaMysza żyje i ma się całkiem nieźle. Co ciekawe to spotkałam ją w Tamriel i nawet nie wiecie jak bardzo mnie to ucieszyło. W sumie, to ona mnie znalazła, ale nie czepiajmy się szczegółów…

Jak to z Myszą bywa, trzy minuty po tym jak zaprosiłam ją do grupy, zgubiła mi się. I to w centrum miasta. A wiecie co to oznacza? Że Myszowatość powróciła i trzeba mieć się na baczności 😉

Ruszył event świętujący rocznicę Orsinium

A co poza tym słychać w Tamriel? Sporo się działo w ostatnim czasie, a konkretnie to w tych momentach kiedy dawałam radę się zalogować i pograć. Moja postać zdobyła 60 punkt Championa i nagrodzona została ubrankiem. I muszę Wam powiedzieć, że strasznie się z niego ucieszyłam, bo uważam iż jest to jeden z najładniejszych strojów dostępnych w grze dla postaci żeńskich.

teso_20161106_vet-60-cp-dark-seducer

Mimo iż od dnia wprowadzenia One Tamriel minął już miesiąc, to niestety nadal nie ukończyłam wszystkich misji na Alik’r Desert. One Tamriel nieco utrudnił mi zadanie, gdyż zdecydowana większość przeciwników jest teraz o wiele bardziej wymagająca. Koniec z zabiciem pajączka dwoma strzałami – teraz trzeba się naskakać wokół niego i nakombinować. O Bossach nie wspominam, bo samej, przynajmniej z moja ilością CP, nie da się ich zabić – po prostu trzeba poczekać na innych graczy, bo inaczej czeka nas śmierć tragiczna. Podobnie jest w  przypadku dolmenów, czyli eventów pojawiających się we wszystkich zonach otwartych. Plusem jest to, że widać coraz więcej osób biegających w grupach i pomagających sobie nawzajem.

teso_20161106_dolmen

Jak dla mnie jest to bardzo pozytywna zmiana – gra w końcu nie jest zbyt łatwa i oferuje wyzwanie. Niestety, wiem że są także osoby, którym to nie odpowiada, bo chciałaby zwiedzać świat samotnie. Tylko tak sobie myślę – w końcu jakby nie patrzeć jest to MMO, czyli gra wieloosobowa, więc chyba dobrze iż zmusza nas ona niejako do socjalizacji?

Czy to dziwne, że wolę wyzwania, niż zbytnie ułatwianie? Podobnie jest zresztą w przypadku instancji grupowych – lubię gdy twórcy gry stawiają przede mną wyzwania i nie mam nic przeciwko temu by umierać na Bossach ucząc się strategi, nawet jeśli zajmie to kilka godzin. Rozumiem, że nie dla wszystkich jest to zabawne. Ale czy nie jest przyjemnie opowiadać później znajomym, jak to rozpracowało i uczyło się strategii danego Bossa, niż to że zrobiła to grupa, a „ja byłem tylko na przylepkę„?

P.S. Mam plan pograć w TESO w piątek wieczorem, więc jakby ktoś chciał dołączyć to zapraszam. Pamiętajcie, że zawsze możecie wysłać mi list w grze na @kinya lub też zaprosić do „friendsów” 🙂