Premiera Secret World Legends, odnowionej i darmowej wersji The Secret World, z pewnością nie należała do najspokojniejszych.

Tak naprawdę, to kontrowersje wokół niej pojawiły się już w momencie ogłoszenia tej „nowej” produkcji studia Funcom. Po co po raz kolejny robić premierę tytułu, który istnieje już kilka ładnych lat, skoro wystarczyłoby go po prostu rozreklamować? Znacie to powiedzenie – jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że o pieniądze.

Secret World Legends wprowadził walutę premium, za którą można kupić nie tylko artykuły kosmetyczne, ale i punkty AP potrzebne do odblokowywania kolejnych umiejętności. Owszem, jest to gra nastawiona na PvE, więc tak naprawdę nie powinno mieć to znaczenia, ale jak dla mnie jest to pewnego rodzaju element Pay-to-Win. Opłacona subskrypcja oferuje także wiele innych bonusów, jak chociażby możliwość powtarzania misji co 8 godzin (72 godziny dla graczy F2P), czy też dodatkowe klucze do otwierania skrzynek w instancjach oraz możliwość wymiany handlowej z innymi graczami. W sumie, nie jest źle, bo gracze Free-to-Play otrzymują darmowy dostęp do całej zawartości gry.

W podzięce za wsparcie The Secret World, posiadaczom tej gry pozwolono na transfer posiadanych tam artykułów kosmetycznych oraz odblokowano dostęp do wszystkich kart broni. Dostali oni także możliwość stworzenia trzech postaci. W przypadku graczy Free-to-Play to muszą oni zakupić pozostałe karty broni oraz mogą stworzyć tylko jedną postać, co jest smutne, bo gra ta oferuje trzy bardzo interesujące frakcje z własną fabułą.

The Secret World nigdy nie stał się moim głównym MMO, owszem posiadałam tą grę i zaglądałam do niej od czasu do czasu, ale nigdy mnie nie wciągnął aż tak bardzo jakbym tego chciała. Byc może dlatego, że nie miałam z kim grać, albo po prostu pojawiały się inne interesujące tytuły na rynku.

Do beta testów Secret World Legends dostałam się tydzień przed wcześniejszym dostępem do gry. Nie skorzystałam z tego. Stwierdziłam, że poczekam na premierę i osobiście sprawdzę wszystkie dochodzące mnie pogłoski.

Pogłoski, bo do momentu otwarcia serwerów studio Funcom utrzymywało klauzule poufności, co było dla mnie czymś nie zrozumiałym. Po co NDA dla gry, która premierę miała w 2012 roku? Studio Funcom tłumaczyło to wprowadzaniem i testowaniem nowych systemów, w tym ulepszonej walki i wymiany waluty z gry na walutę premium. Nawet jeśli był to główny powód, to można było NDA znieść już jakiś czas temu – prawda? Nie sądzę aby twórcy dzień przed premierą wprowadzali jeszcze jakieś drastyczne zmiany. Nie będą już wspominać o kompletnym braku komunikacji pomiędzy ekipą Secret World Legends, a potencjalnymi graczami…

Pomówmy o zmianach. Aby ułatwić graczom rozpoczęcie przygody w Secret World Legends, studio Funcom zdecydowało się dodać także klasy, które tak naprawdę nie są klasami. Do klas przypisane zostały poszczególne bronie – a trochę ich tu jest. Niby łatwiej, ale tak naprawdę to chyba system ten nieco dezorientuje. W grze tej nie ma klas, a używane przez nas umiejętności ściśle zależą od broni. Wystarczy więc zmienić broń i automatycznie z lekarza, możemy zmienić się na wojownika zdolnego tankować instancje grupowe.

Nowy system walki w Secret World Legends jest znacznie przyjemniejszy w stosunku do tego, co było w The Secret World, ale nie przypadły mi do gustu dodatkowe efekty broni. Nie za bardzo rozumiem po co zdecydowano się na wprowadzenie czegoś, co jest aż tak nieczytelne – przynajmniej jeśli chodzi o Blood Magic i Karabiny z bonusowymi granatami.

Wprowadzenie do gry również nie należało do najprzyjemniejszych. Rozumiem, że dodano samouczek aby użytkownicy mogli nauczyć się podstaw misji śledczych i sabotażowych, które są ogniwem napędowym tej gry, ale po co dodano stwora z Tokio? Po zakończeniu samouczka miałam większy mętlik w głowie, niż przed jego rozpoczęciem. Ten miks kilku historii i misji, wprowadził jeszcze więcej zamętu niż było to warte. Piszę to oczywiście z perspektywy gracza TSW, bo być może dla nowego gracza Secret World Legends wprowadzenie to było fascynujące.

Pierwsza strefa – Kingsmouth, też przeszła dość spore zmiany. Zacznijmy od tego, że misje prowadzą teraz gracza za rączkę – od NPC, do NPC. Nie do końca mi się to podoba, zdecydowanie bardziej wolałam eksplorować ten klimatyczny świat i sama odkrywać poszczególne misje, ale rozumiem, że ma to pomóc nowym graczom w ich znajdowaniu. To co jednak najbardziej rzuca się w oczy, to mnóstwo nowych misji pomocniczych, które w razie gdybyśmy się gdzieś zagubili i nie wiedzieli co dalej robić, zaprowadzą nas do jakiegoś NPC dającego misje. A to jakieś paczki trzeba przenieść, a to znalezioną amunicję czy tez listy dostarczyć. Bleh…

Pamiętam, gdy musiałam naprawdę się namęczyć aby znaleźć ślady krwi na ziemi, potrzebne do misji. Jakie było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że nasza postać ma teraz coś na kształt wbudowanego skanera i wszelkie ślady błyszczą niby gwiazdki na nieboskłonie. Tak, wiem – to wszystko po to aby przyciągnąć i zatrzymać nowych graczy z pokolenia, które chyba już zatraciło zdolność logicznego myślenia.

Całe szczęście misje śledcze i sabotażowe nie zostały aż tak bardzo zmienione. Owszem, mam wrażenie, że te pierwsze zostały nieco ułatwione, ale mogę się mylić – robiłam je już dość dawno temu.

Mimo tego mojego narzekania – na decyzje studia Funcom, nie na grę, i tak uważam, że tytuł ten jest wart wypróbowania. W żadnej innej grze nie znajdzie się tylu fascynujących opowieści, z czego do zdecydowanej większości stworzono krótkie wstawki filmowe. Gracze z pewnością zauważą tutaj niesamowitą dbałość o szczegóły – coś co uwielbiam, bo właśnie te małe szczegóły tworzą atmosferę i nadają tej produkcji charakter.

Ta gra nie jest dla każdego, ale jeśli lubicie rozwiązywać puzzle i zagadki, unikać pułapek, czy też niszczyć coś bez wszczynania alarmu, to Secret World Legends może przypaść Wam do gustu. Jeśli zdecydujecie się ja wypróbować, to bardzo Was proszę – nie pędźcie z levelem, ale skupcie się na opowiadanych tutaj historiach. Nie będziecie żałować.