Czy wspominałam Wam już jak dużo różnych rzeczy jest do robienia w Final Fanatsy XIV? Właśnie ta różnorodność przezwycięża moją niechęć do bycia zmuszanym do robienia questów – w tym przypadku głównej misji fabularnej.

Ostatnio odkryłam kolejne wyzwania: normalne rajdy. Do tej pory myślałam, że jeśli chodzi o wyzwania skierowane do grup to gra ta oferuje jedynie: instancje grupowe (normalne i hard), triale (normalne, hard i extreme) oraz rajdy dla 24 osób (tzw. alliance raid). A tu się okazuje, że jest także kolejne cudo: rajdy dla 8 osób w wersji normalnej oraz savage. Są jeszcze rajdy ultimate, ale to nie moja bajka na razie…

Kończąc dodatek Heavensward – jak to w przypadku FFXIV bywa – oglądamy specjalny film podsumowujący kończącą się opowieść oraz pokazujący co nas czeka w przyszłości. To właśnie na nim po raz pierwszy ujrzałam Alexandra, olbrzymiego robota, wyłaniającego się z wodnych odmętów. I moją pierwszą myślą było: „Uuu pewnie będę z nim walczyć. Ciekawe kiedy?„.

Nie wiedziałam wtedy, że Alexander to nie jeden boss, ale tak naprawdę 12 rajdów normalnych (8-mio osobowych) na poziomie 60-tym, podczas których walczymy z kolejnymi jego elementami. A im dalej tym jest trudniej.

Oczywiście, zdecydowana większość graczy jest teraz na znacznie wyższym poziomie i nawet automatyczne skalowanie do 60-tego poziomu, nie sprawia, że walki te są jakimś specjalnym wyzwaniem. Ale i tak świetnie się przy tym bawię. Oczywiście mówimy o poziomie normalnym, bo na poziomie Savage to potrzebowałabym raczej siedem innych wiedzących co robić osób – jakoś kiepsko widzę walkę w tym trybie z losowymi graczami dobranymi poprzez Duty Finder. No cóż, może kiedyś…

Jednak to co najbardziej mi się podoba, to ciekawa historia kryjąca się za tym miejscem. Mamy w niej łowców skarbów, Illuminatów, goblińskie klany i próby ożywienia Alexandra, który tak naprawdę jest nie tylko primalem, ale i wielkim miastem – obiecywaną Utopią, stworzoną przez starożytnych. Jak zwykle mamy wiele filmików (niestety, te przed bossami musiałam przerywać, bo tutaj ludzie nie czekają) oraz fajne widoki.

Ukończyłam już osiem etapów Alexandra, więc przede mną jeszcze cztery. I tak, wiem, że powinnam skoncentrować się na głównej misji fabularnej, by jak najszybciej dotrzeć do Shadowbringers, ale nie mogę się opanować, gdy odkrywam coś ciekawego. A jak tak lubię rajdy i wyzwania 😀

Jeśli ktoś nie robił tej serii questów w FFXIV, to naprawdę polecam. Zaczyna ją quest Disarmed od goblina Slowfixa.

3 KOMENTARZE

  1. Jeżeli użyłabyś Duty Findera do wejścia na Alexander Savage, jakikolwiek poziom, to czekałabyś wieczność, może dłużej. Nikt się na niego nie zapisuje, zwłaszcza teraz, kiedy niemal każda walka, bez skalowania, zajmuje 3-4 minuty. Najprościej stworzyć Party Finder z opcją unsync, dosyć szybko się znajdują ludzie.

Pozostaw odpowiedź Kinya Turbgroszka Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here