Powiem Wam uczciwie, że przez te upały, kompletnie nie chce mi się siedzieć przy kompie i grać. Jednak, ESO: Summerset oficjalnie wystartował, więc trzeba się było zebrać w sobie i zajrzeć na tę magiczną wyspę, gdzie zdaje się, że wszyscy przyjezdni nienawidzą elfów i vice versa.

Zacznijmy jednak od tych bardziej oficjalnych informacji. We wtorek ESO: Summerset oficjalnie zadebiutowało na wszystkich platformach – chociaż na PC można było już grać od dwóch tygodni, i w związku z tym ZeniMax zamieścił nowy zwiastun. Możecie na nim zobaczyć jak piękna jest ta wyspa, a jednocześnie jak bardzo zdradziecka.

Przejadły się Wam już informacje o Summerset? Nie martwcie się, bo już w ten weekend, na konferencji Bethesda na targach E3, ujawnione zostaną szczegóły kolejnych dwóch DLC do The Elder Scrolls Online.

Wracając do Summerset, to udało mi się zrobić kolejne dwie misje. I pewnie w tym momencie zastanawiacie się dlaczego zajęło mi to tak długo? No cóż… Po pierwsze to się nie spieszę. Uwielbiam podkłady głosowe do misji, więc słucham ich bardzo dokładnie starając się wyczuć bohaterów. Teksty Razum Dara mnie rozbrajają, a z kolei snobistyczność elfów słychać w każdym wypowiedzianym przez nich zdaniu. Cud, miód i malina jak to się kiedyś mawiało.

Wracając do misji, to ich akcja działa się w podziemiach i kanałach znajdujących się pod Shimmerene. W pierwszej musiałam odnaleźć młodego chłopaka z elfiego rodu, który zaplątał się w aferę z czarodziejem. By go znaleźć, musiałam odwiedzić kanały wyglądające na porzucone przez elfy sale balowe, pogadać z rządzącą wyrzutkami Matką Szczurów i rozprawić się z rzezimieszkami. Jak zwykle, więcej czasu zajęło mi zaglądanie do każdego konta niż sama misja, ale było to warte. Artyści ze studia ZeniMax stanęli na wysokości zadania i miejsce to wygląda po prostu przecudnie.

Kolejna misja związana była z zagadką znikających ludzi w klasztorze i jego tajemniczym przeorem. Jak się można było tego spodziewać, znalazłam tam mnóstwo książek do przeczytania, skrzynek do obrobienia, jednego zaspanego mnicha (tak wspaniale podłożony głos, że aż ja zaczęłam ziewać) oraz przedstawiciela Zakonu Psijic, który pomógł mi w rozwiązywaniu tej zagadki. Także i ta misja zabrała mnie do podziemi, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że całe zło zalewające Tamriel, czai się pod ziemią…

W tym tempie, to zajmie mi jakiś rok, by ukończyć wszystkie misje w Summerset, ale nie mam zamiaru „lecieć na wariata do przodu”. Mam niesamowitą frajdę odkrywając urocze zakątki, słuchając piosenek bardów i rozmów NPC.

A Wy w jaki sposób zwiedzacie Summerset?