A miał to być taki spokojny, leniwy wieczór. Planowałam usiąść sobie przed komputerem, w coś pograć, zrelaksować się i odpocząć, ale wiecie jak to jest –  jak się coś planuje, to wiadomo, że nie wychodzi tak jakby się chciało.

Jeśli jednak myślicie, że opowiem Wam o jakiejś potwornie nudnej grze, to jesteście w błędzie. O moim wczorajszym wieczorze w GTA Online będzie 🙂

Ta gra to zaskakująca mieszanka moich emocji, z jednej strony totalna irytacja na wszelkie możliwe problemy z połączeniem – chociaż wczoraj było w miarę w porządku, a z drugiej fascynacja ilością rzeczy jakie można tu robić.

Wczoraj miałam przyjemność poznać kolejnych kilka trybów rozgrywek w tej grze i powiem Wam, że całe szczęście iż nie mam kamery i nie mogliście widzieć wyrazu mojej twarzy. W niektórych momentach miałam oczy jak pięciozłotówki i modliłam się by nie zejść na zawał. Ale zacznijmy od początku.

Pierwszy tryb to Mord w Rzeźni – tak, coś takiego naprawdę istnieje w tej grze. Wyobrażacie sobie mnie jako morderczynię? Ja też nie, ale tak się stało, bo ja dostałam broń i musiałam znaleźć siedmiu innych ukrywających się graczy, zanim oni znajdą broń i mnie ustrzelą. Tyle, ze w tym przypadku walka była wyrównana bo graliśmy 1 vs 1. Myślę, że przy większej ilości graczy zabawa była by jeszcze lepsza.

Scena prosto z koszmarów – rzeźnia. Wiszące połacie mięsa, piszczące haki i inne dziwne odgłosy. A moja postać na szpilkach… Nie ma więc co się dziwić, że morderca ze mnie był kiepski 🙂

Po tym spokojnym początku, dalej było tylko gorzej.

Przyznam się Wam do czegoś – mam lęk wysokości… w grach. Wiem, dziwne, ale tak właśnie i pewnie to potwierdzi moja połówka, o ile kiedykolwiek przeczyta ten post.

Czym się objawia ten lęk wysokości w grze? Moje serce zaczyna mocniej bić, skacze mi poziom adrenaliny, pocę się, kurczowo zaczynam trzymać myszkę, oczy robią się wielkie i modlę się aby moja postać nie umarła. Tak, wiem, to tylko gra, ale ja tak właśnie mam. A do tego piszczę… strasznie…

I waśnie w takim mniej więcej stanie spędziłam wczoraj dwie godziny, kiedy to znajomi wpadli na pomysł, aby pokazać mi wyścigi w GTA Online. Łoj Panie… działo się. To są zupełnie odmienne wyścigi od tych do jakich przywykłam w innych grach. Tutaj jeździ się na platformach zawieszonych wysoko nad ziemią, skacze się nad stadionami, kręci jakieś pętle, itd.

Okropne i fascynująco zabawne doświadczenie w tym samym czasie. Coś niesamowitego. Oczywiście nie ma co liczyć na to, że wygrałam, skoro robiłam co mogłam by utrzymać się przy życiu. A nie było łatwo… Żadnych poręcz, więc jak się nie wyrobi na zakręcie to leci się w siną dal. Do tego różnego rodzaju przyspieszacze i wyrzutnie.

Było jednak coś, w czym okazałam się mistrzem – lądowanie po skoku na dachu samochodu lub też robienie salt w powietrzu. Nie wiem jak ja to robiłam, nie pytajcie, ale sztuka została przeze mnie zupełnie niechcąco opanowana perfekcyjnie.

Okazuje się, że wyścigów w tej grze jest chyba z kilkadziesiąt i to na najróżniejszych pojazdach! Jazda na motorze wychodziła mi zdecydowanie lepiej i nawet raz udało mi się wygrać 😀

A na koniec postanowiłam poszaleć na plaży i niestety nie zauważyłam wieczornego przypływu… Okazuje się, że mój samochód jednak nie umie pływać 🙁

Kurcze, całkiem fajne jest to GTA Online. Całe szczęście nadchodzi weekend, a wraz z nim duże obciążenie serwerów i problemy z połączeniem, co oznacza, że troszkę sobie odpocznę.

Na przyszły tydzień studio Rockstar zapowiedziało dodanie kolejnych 20 wyścigów kaskaderskich przeznaczonych dla super szybkich samochodów, więc będzie się działo 😀