Jedną z gier, jakie otrzymałam kilka dni temu w prezencie, jest Osiris: New Dawn – survival w klimatach sci-fi, którego rozwój obserwuję praktycznie od momentu pierwszej wzmianki, jaka pojawiła się o tej grze.

Jeśli oczekujecie, że powiem Wam czy gra jest dobra, czy też nie – to się rozczarujcie. Jeszcze nie wiem. Spędziłam w niej na razie jedynie kilka godzin i to na trybie singleplayer, po to aby móc zrozumieć o co w niej chodzi.

Na pewno nie jest łatwo i bardzo mocno brakuje mi początkowych podpowiedzi. To, że jednym z początkowych narzędzi (chisel) mogłam zebrać pozostałości swojej kapsuły ratunkowej, aby móc z tego wybudować podstawowe schronienie, dowiedziałam się dopiero kilka godzin po tym, jak kapsuła znikła (dzięki Gordon Oshee). Jedno mogę powiedzieć, podstawową broń w jaką wyposażona jest postać, należy bardzo mocno oszczędzać, bo trochę czasu zajmuje, zanim można stworzyć kolejną, a dość szybko się zużywa. Po sześciu godzinach, nadal się jej nie dorobiłam…

Znaleziony kamień może nam posłużyć jako podstawowe narzędzie do zdobywania surowców oraz obrony przed mniejszymi przeciwnikami. Możemy nim także zerwać liście bananowca i czerwone jagody służące do stworzenia podstawowego opatrunku. Waląc w nim w podstawowe skały (base metal) mamy szansę zdobyć rzadkie plutonium, które jest potrzebne do zbudowania pierwszego kamiennego pieca, w którym możemy przetapiać metale. Z metali stworzymy skrzynkę do przechowywanie rzeczy, kuźnię sci-fi, a w rezultacie chisel, który może nam posłużyć jako narzędzie do wykopywania surowców oraz podstawowa broń.

A jest się przed czym bronić w tej grze – szczególnie nocą. W przeciwieństwie do wielu innych survivali, tutaj noc trwa dokładnie tyle samo co dzień i na świat wychodzą przeraźliwie wyglądające stwory. W wersji singleplayer można uniknąć nocy wylogowując się do głównego menu i logując z powrotem, w wersji multiplayer ten numer już nie działa. Można też rozjaśnić ją sobie nieco zmieniając opcje (scion na cinematic 4), ale w tym momencie rozjaśniamy także i dni…

Zamierzeniem twórców było, aby Osiris: New Dawn był prawdziwym wyzwaniem dla fanów survivali. Myślę więc, że strasznie ciemna noc i agresywni, a do tego niezwykle szybcy przeciwnicy, powinni przypaść do gustu wielu graczom – prawda?

Zbierając skałki, kamienie i inne surowce zdobywamy nie tylko punkty XP dla postaci, ale i punkty, które możemy wydać na umiejętności w trzech drzewkach: naukowym, inżynieryjnym oraz ulepszającym walkę. Powiem Wam od razu, że drzewka te nie są intuicyjne – przynajmniej na razie. To że odblokujecie możliwość robienia maczety, wcale nie oznacza, że będziecie mogli ją zrobić. Oj nie, bo do jej wyrobu służy tajemniczy „fabrykator”, którego jeszcze… nie zlokalizowałam w drzewku. Możliwość robienia podstawowych dmuchanych baz, znajduje się na samym końcu drzewka naukowego, podczas gdy wcześniej trzeba zainwestować w różnego rodzaju stacje rzemieślnicze i inne tego typu rzeczy. Warto się temu przypatrzeć, zanim zaczniecie wydawać punty na ślepo, tak jak ja to zrobiłam i teraz żałuję.

Gra nadal znajduje się we wczesnym dostępie i jeszcze sporo pracy przed ekipą studia Fenix Fire, muszę jednak powiedzieć, że jak na razie naprawdę fajnie się w niej bawię. Świat wygląda przecudnie i ma sporo szczegółów. Owszem, nadal można natknąć się miejsca, które są kompletnie puste, ale mam nadzieję, że w przyszłości zostaną one w jakiś sposób zapełnione.

Jest jedna rzecz, która bardzo mi się podoba – wszechobecna muzyka informująca nas o tym, co się dzieje wokół naszej postaci. Jeśli zbliżają się jacyś przeciwnicy, to muzyka staje się dramatyczniejsza, przez co nawet przeglądając drzewko umiejętności, od razu wiadomo, że zbliża się niebezpieczeństwo. A do tego pierwszy utwór, jaki słyszymy będąc w Menu gry, bardzo mocno przypomina mi nieszczęsny FireFall i nastraja mnie nieco nostalgicznie…

Pierwsze wrażenie z Osiris: New Dawn jak na razie bardzo pozytywne i aż nie mogę się doczekać, co będzie dalej i kiedy polecę na Aziel.