(Można wręcz rzec, że ten post jest dłuuuuugaśny….)

Wielu z nas zaczęło zabawę w Everquest 2, jak tylko ta gra została wydana, czyli w 2004 roku. Ale równie wielu z nas rozpoczęło swoją przygodę z EQ2 później. Ten post dedykuję wszystkim graczom Everquest’a, tym aktywnym jak, tym pojawiającym sie od czasu do czasu, oraz tym co się szybko nudzą grami MMO.

Któregoś dnia, całkiem niedawno, biegając po sieci w poszukiwaniu  info na temat EQ2, rzucił się w moje oczy link do pewnego forum. I pewnie nawet bym nie kliknęła na ten link (który podam na sam koniec tekstu), gdyby nie fakt, że przewinął mi sie nick autora posta: „None”. Nie wszyscy wiedzą, ale teraz już się dowiedzą, że to Pikiel używa takiego nicka na forach. Zbieżność była zbyt duża, None i Everquest 2? Kliknęłam linka i zagłębiłam się w lekturze. I nie żałowałam, tyle wspomnień mnie naszło, a do tego miałam „na papierze” porównanie tego jak ta gra się zmieniła… Już wtedy zakwitła w mojej głowie myśl, by wykorzystując niektóre fragmenty wypowiedzi pokazać / przypomnieć jak było kiedyś a jak jest dziś.

Sam temat jest bardzo długi, w gruncie rzeczy to rozmowa między Lofbirr’em, który do tej pory pojawia się w grze od czasu do czasu jako Leebo, a początkującym krasnoludem Pikielkiem. To właśnie Lofbirr wciągnął mojego krasnoluda w tą grę. Dlatego jestem mu wdzięczna, bo inaczej pewnie byśmy się  nie poznali…

Zaczyna się postem Pikielka z dnia 26.07.2005:

Pisales ze giera w klimacie morrowinda. sciagnalem triala, odpalilem… mialem czas raptem na tutorial i 5 minut gry zanim mnie oderwano. ale… wrazenie jak najbardziej pozytywne. jest to moj pierwszy MMORPG i jestem mile zaskoczony.”

Hmm, ja zaczynałam grać niedługo po tym, i tez po trialu byłam zachwycona.. No ale Pikielka przerażała cena i do tego miesięczne opłaty, zresztą też na to patrzyłam jak i każdy grający w gry MMO. Ale Lofbirr znalazł rozwiązanie:

Stary ja wlasnie MIAŁEM kilka dni temu remont i ‚instalacje’ umeblowania w kuchni. z braku kasy wziąłem pralke na raty, na szafy na razie mnie nie stac i ubranie sie wala po calej chałupie, ale eq2 kupilem – bierz przyklad ze mnie

I to się nazywa poświęcenie!

Już po 2óch dniach pojawiają się pierwsze uwagi ze strony krasnoluda i wszystkie wagi Primo:

po demowaniu w eq2 mam kilka uwag:
Po pierwsze, primo, zbyt male Inventory. Nie rozumiem tez czemu Bagi sa takie drogie?
Po drugie, primo, wkurzajace jest to ciagle dogrywanie…
Po trzecie, primo ultimo, system walki zbyt mocno przypomina mi Diablo. Czyli klasyczny hatch&slash
To co mi sie podobalo, tylko klimat, skille i questy. Jest to bardzo realistyczne. Levelowanie juz moze nie tak bardzo – lubie miec na to wplyw

Ale trwa dzielny krasnolud nadal w swym zamiarze levelovania postaci. Także Lofbirr jest zachwycony grą:

ciekawe widze czasem ‚zdarzenia losowe’ – laze sobie np kolo miasta a tu nagle zza wzgorka wylatuje ze 4 ‚doscwysokojakdlamniepoziomowychgostkow’ i zaczyna leciec w kierunku miasta. normalny atak chwila walki przy bramie i oczywiscie straznicy ich wykonczyli. ale naprawde takie detale robia swoje… za mna pogonilo kiedys w ruinach chyba z 8 kolesi – a jest opcja ‚call for help’ wiec gdy dobieglem do straznika wlaczam ja – a te dranie po prostu sie rozpierzchli i zaczeli uciekac… no bomba po prostu” czy też: „inna ciekawostka sa kolekcje. juz w trialu mozna znalezc piora i muszelki. potem zbiera sie jeszcze kamienie, motyle, kosci itd. na dodatek mozna potem taka kompletna kolekcje wymienic u ‚zbieracza’ na jakis przydatny item…

Co mi daje do myślenia.. Może my tez dla rozrywki powinniśmy zacząć atakować straże miejskie, no bo kolekcje to zbieramy cały czas, a niektórzy to nie odpuszczą im nawet gdy są w niebezpiecznych miejscach…

Oczywiście z biegiem czasu i leveli prócz zabijania mobków pojawia się kwestia oszczędności i craftu. Teraz to jest w miarę proste, questy dają sporo pieniążków, tak samo sprzedaż „śmieci” z mobków no i kupowane rzeczy od brokera, przynajmniej na te niskie levele, nie pochłania całych naszych oszczędności. Ale kiedyś:

najgorsze ze trzeba będzie się zabrać za crafting chyba bo kupilem 1 czar u brokera (ha i to taki który miałem ale ten jest z wyższym poziomem /bo sa adept, master i jeszcze jakies, kazdego po 3-4 podpoziomy) i oszczednosci z 15 poziomow poszly sie j….ac

No i Pikielek nie był od początku templarem, miał poważne dylematy, jak chyba większość z nas. Owszem moją pierwszą i ulubioną postacią była od razu mistyczka, ale na przykład nasza The Mysz zaczynała swoją przygodę z EQ2 jako guardian Kitana, i tak samo zaczynał Nickolet.

Lofbirr, 04.08.2005: „z tego co pisales lubisz grac ‚na dystans’ (magowie etc) – radzilbym ci brac jednak priesta – nie to zebym myslal o sobie Wink ale priest ma bardzo duzy wybor zbroi a dla maga ich po prostu nie ma – trzeba lazic w jakis szmatach

Pikiel: „Hmm… no nie wiem. Myslalem o klasycznym Wizardzie – wladcy priorunow i ognia. Czytalem ze Priestem jest latwiej na poczatku bo moze sam sie leczyc… i pozniej mozna zostac Paladynem. Nie wiem czy to dla mnie – jakos nigdy nie czulem powolania w tym kierunku”

No i niewiele brakowało by Pikielek został wizardem. Uff.. całe szczęście nie popełnił tego błędu 🙂

Nie wiem czy pamiętacie jak to kiedyś było, zaczynało się grać na przykład lekarzem, magiem, fighterem czy tez skautem. Na 10 levelu wybierało się rodzaj czyli jeśli było się priestem to mogliśmy zostać szamanem, klerykiem czy też druidem. Końcowego wyboru dokonywało się na levelu 20. Tia… to były czasy 🙂

Lofbirr, 06.08.2005: „na 19 levelu bede mial quest na następna klase, a ten w przypadku summonera (z tego co patrzylem po inszym forum) jest jednym z trudniejszych. a nadal jestem za slaby na grupy mobow„.

No i oczywiście problemy z opłatami za Eq2, to nie nowość, były już od pierwszych dni i raczej się nic nie zmieni na przyszłość:

Lofbir: „EQ2 – CO ZA IDIOTYCZNA PROCEDURA AKTYWACYJNA
i dalej musze czekac pare dni, az mi dosla ta glupia karte…
NIE NIE NIE !
nie musisz miec ! pisalem o tym ale jak sie pyta juz o numer karty dajesz cancel i gra ci sie zasubskrybuje na miesiac ! ja coprawda mam karte ale z niej jeszcze nie skorzytalem a gram ! jest cos tam pojebane, ale jak mowie napewno sie da bez karty !
ja mam w subscribcion detals cos takiego:
bla
bla
Account Status: Non-Recurring Billing Method or Cancelled*
bla
bla

Ach te uroki opłacania Everquesta w Europie, no ale jak już przez nie przejdziemy to mamy mnóstwo zabawy. No i przerażających odkryć, chociażby jak crafting. Bo nie wszyscy pamiętają jak kiedys to wyglądało. To nie tak jak teraz, że podchodzi się do stołu i robi od razu to co chce… O nie nie. Kiedyś, żeby zrobić zwykły spell trzeba było mieć papier i kałamarz, ale wpierw i te rzeczy trzeba było zrobić. Więc aby był kałamarz potrzebowaliśmy atrament i butelkę. Atrament robiło się osobno, tak samo jak i butelkę, łącząc to w kałamarz. Identyczna procedura była z papierem. I tak było z każdym finalnym produktem craftera, by go móc zrobic potzrebowlaismy mnóstwo półproduktów:

bawilem sie tez cos w koncu w crafting i… po 1 – można zarobić na zycie – za krotko siedzialem w warsztacie (ale w realu za dlugo) zeby cos wiecej zrobic ale w kilka minut mozna zarobic spokojnie kilka srebrnikow na poziome 6-7. po 2 – to jest MASAKRA. schemat zrobienia srednio skomplikowanych rzeczy to juz 3-4 poziomowe drzewko. zeby zrobic 1 poziom drzewka musimy miec rzeczy znalezione ‚w polu’ – czy to drewno, rude czy korzenie etc. potem robimy pierwsze skladniki – z reguly potrzeba cos z chemii, cos z drewna, cos z metalu. kazda z tych rzeczy wykonywana na innym stanowisku z wykorzystaniem innych ‚podgrzewaczy’ – wegla, swieczek, kwasu etc. potem to laczymy w nastepne rzeczy a te w jeszcze jedne. na 7 poziomie mam w sumie do wyboru pi razy oko 500 roznych rzeczy. NIE WYOBRAZAM SOBIE ile trzeba miec w sobie samozaparcia zeby dobic w craftingu do 50 poziomu, ile musi byc receptur na rozne rzeczy i jaka musi byc STRASZLIWIE dluga i meczaca droga zrobienia czegos naprawde dobrego (nie wspomnialem nawet o tym ze podczas craftingu uzywamy zdolnosci do zapobiegania roznym ‚zdarzeniom losowym’ oraz wplywajacych na sam cykl produkcyjny). po prostu kosmos. mysle ze crafting sam w sobie to znacznie wiecej czasu do poswiecenia niz adventuring w tej grze. ale to juz naprawde dla maniakow – mi po zrobioniu dzis 1 levela (niskiego na dodatek) zrzedla mina. nie wiem czy chce poświęcać swoj czas na robienie pudelek czy krzesel w grze…

craft1

No i oczywiście maluchom mogą przydarzyć sie najróżniejsze rzeczy, chociażby takie jak:

nie no None dales do pieca z tym:
Last Killed By a treasure chest!

Lofbir zaparł się, nie poddał i crafcił nadal. Pikielek powolutku zdobywa levele. Bo to tez nie szło tak szybko jak dziś. Pamiętam, że zrobienie leveli od 1 do 3 zajęło mi cały wieczór na mistyczce. A nie tak jak dziś: ding, ding, ding, ding, ding – godzina i masz level 10 🙂

No i zmieniają się poglądy w miarę levelovania: „anyway całkowicie sie pomyliłem kilka dni temu sadzac ze nie bede sie zajmowal craftingiem… kurde on wciaga bardziej niz saper, pasjans i pinball w windzie razem wziete az mi sie nie chce mobow bic tylko siedze w warsztacie, no paranoja”

Miasta na początku EQ2 były 2. Freeport o Qeynos. I nie było to takie łatwe jak dziś, chop i już możemy mieszkać w mieście. Nie, musieliśmy zrobić quest na obywatela danego miasta, tak by straże miejskie nie wykopały nas za bramę 😉

Pikiel, 12.08.2005: „Narazie jeszcze nie mam obywatelstwa, i qrcze nie moge znalezc gdzie odpalic ten quest. Chyba slepy jestem… chyba musze sie klinac na Citizen Sign? Hint, hint… Wkurza mnie to chodzenie na lvl6

Obecnie jeśli chcemy coś sprzedać, to wkładamy do skrzynki u brokera i już. Zapominamy. Nie ważne czy jesteśmy on-line czy też nie, interes sam się kręci. Ale kiedyś jak pisze Lofbirr:

„dzis wystawilem pierwszy raz na sprzedaz czary (dust blast app3 i app4) – najtaniej na rynku. niestety sprzedaz z house vaulta NIE jest mozliwa jesli nie ma cie w grze (choc itemy sa wylistingowane u brokera)…”

No sami przyznajcie, że łatwo nie było… Szczególnie podbijanie / odkrywanie zon typu Oakmyst Forest, teraz przechodzimy przez nie jak burza albo wogóle nie zaglądamy, a kiedyś:

„Najlepsze bylo, jak sobie chodze po tym lesie, i przed ta gorka z jaskinia stoi kilku graczy. Stoja i tluka sobie radosnie rozne stworki. No to sie pytam, gdzie sa catabumby (bo mam questa), mowia ze na gorze, w jaskini. Podziekowalem, wlaczylem sprinta i pobieglem… Wpadlem, patrze – krolowa i przyboczne szurniete laski – wszystko lvl12 w gore. Jak wpadlem tak samo szybko wylecialem, zbieglem z gorki i jak to krasnolud, zaczalem Swearowac tak ze kwiatki wiedly… Oczywiscie gracze ktorzy tam stali pokladali sie ze smiechu”

Po wielu perypetiach, w końcu mały Pikielek urósł na tyle, że Lofbirr mógł mu zrobić torby. Oczywiście, jako, że krasnoludy zamieszkują inną dzielnicę mieszkaniową, to nie został wpuszczony do crafciarni w dzielnic zamieszkiwanej przez Lofbirra. Teraz to już nie ma znaczenia i można bez problemu wzonować wszędzie w danym mieście. I co robił mały krasnal czekając?

Jako ze należy do innego sociaty musialem poczekac na zewnatrz labolatorium. Produkcja torebek chwile trwala, wiec siadlem sobie na ziemi i zacząłem spiewac. Ludzie zaczeli sie patrzec, wiec krzycze ‚Wpomozcie biednego krasnoluda, ktore teskni za domem, a nie ma za co wypic piwo”. Jaja sobie robilem, ale nagle… Podbiega ludek, Paladyn lvl31, i daje mi 100 sztuk srebra! Doslownia spadlem z krzesla. To olbrzymi majatek dla postaci na takim lvl jak ja. Dla wyobrazenia, za questy dostaje przewaznie jedna sztuke srebra i pare miedziakow. Jak widac oplaca sie byc menelem…

No i pierwsze grupowania się i zapoznawanie z gildiowiczami, szczególnie jak większość jest na tym samym levelu. A mobki ze starego levelu np 13go nie są takie jak z dzisiejszego. O wiele trudniejsze 🙂

„Podczas tego rajdu, znalazlem mase roznych smieci ktore postanowilem sprzedac. Czesc poszla, czesc nie – musialem wywalic co zostalo do dostalem propozycje wycieczki od kumpli z Gildi. Jeden z doswiadczonych graczy (lvl38) zabral nasza gromadke newbisow (ja lvl13, scout lvl13 i tank lvl15) na wycieczke krajozownacza Polecielismy na gnolle do wschodniej Antonici a potem do Blackburrow na scarcrowy. Bylo naprawde swietnie. Sporo sie przy tym nauczylem. Niestety mielismy Tanka w goracej wodzie kompanego, ktory sciagal za duzo potworkow na nasze sily. Skonczylo sie to kilkoma zejsciami… coz tak bywa. Ja, jakie priest moge wskrzeszac ludzi – takie jest moje zadanie w grupie obok leczenia i buffowania. Na szczescie mam tez czar, ktory moge rzucic na kumpla z druzyny, aby ten po moim zejsciu mogl mnie wskrzesic. Takie zabezpieczenie Cheesy Pare razy sie to przydalo. Podsumowanie – kolejny lvl – jestem juz na 14 i tytul Gnoll Killer.

Powiem wam, ze to byla bardzo fajna przygoda. Wielkie podziekowania naleza sie Amei, ktory poswiecil nam swoj czas i troche rzeczy nauczyl. Jak widac, newbisy nie sa skazani tylko na siebie. Mozna liczyc na pomoc ludzi ktorzy wiedza i potrafia troche wiecej niz ty. No i moge liczyc na swoja gildie.

Nie wiem jak wielu z Was znało Ameę, rangera, ale to był zabawny gość i bardzo pomocny. To po raz pierwszy z nim właśnie na mentorze utłukłam na Kini Gustfeather’a w Commonlandsach. Próbował mnie później do LOTRO zwerbować, ale się nie dałam 🙂

Strategie oraz sposoby na granie w grupie też ważna rzecz. No bo w końcu nie może mag tankować.

„Taktyka na walke w grupie jest prosta – tanki do przodu, a magowie i lekarze supportuja z tylu. Generalnie uzywalem trzech czarow – jeden lekko leczy wszysktich w druzynie, drugi jest bardzo fajny, gdyz naklada polautomatycznego heala na wszystkich sprzemierzencow. Ma bodajże 5 wyladowan. Jak zostaniesz trafiony, to automatycznie odpala sie na tobie efekt leczenia. Trzeci czar, to standardowe leczenie jednej postaci – w najpotezniejszej wersji jaka mam. Najwazniejsza sprawa dla grupy jest… utrzymaniu przy zyciu lekarza. Raz zginalem i bylo z nimi biednie. Niestety tank dal troche ciala… coz zdarza sie – sprawa niby banalna. Tluklismy cos okolo 7 heroicow 16lvl i niestety jeden przyczepil sie do mnie. Musialem leczyc chlopakow i siebie. W koncu zaczalem uciekac ale i tak mnie dopadl. W takich wypadkach, albo wracam do zycia w wyznaczonych punktach w grze, lub ktos  mnie wskrzesza. Pic polega na tym, ze czar wskrzeszania posiada jedynie Priest. Cale szczescie, posiada tez czar nakladajacy efekt wskrzeszenia na wybrana postac z druzyny. Taka postac moze uzyc tego wskrzeszenia tylko na Kaplanie ktory go rzucil. Wszyscy trzej go mieli, wiec niedlugo trwalo moje zejscie…

Pamiętam, że jak mnie gra na początku wciągnęła, to chyba z tydzien w domu nic nie robiłam. Wstyd się przyznać, ale nie mogłam się oderwać. Dobrze, że nie tylko ja:

Przez trzy godziny lazilismy po tunelach i tluklismy gnolle. W pewnym momencie musialem poprosic o przerwe. W ciagu jednej minuty (JEDNEJ) udalo mi sie zalatwic sprawy fizjologiczne i zrobic sobie kolacje. To bylo juz kolo polnocy… Nawet nie zauwazylem jak ten czas szybko leci… To sie nazywa FUN pelna geba, heh

No i daje się odczuć pierwsze braki pieniążków w grze. Pamiętam jak ja się cieszyłam jak około levelu 40-go uzbierałam swoją pierszą platynę! Jaką ja miałam radochę. A zdobyłam ją sprzedając rzeczy z hervestu. Konkretnie pliant loam z TS. Latałam po parę godzin dziennie kopiąc kamyki 🙂

Lofbirr, 19.08.2005: „mam juz tez koncowke 23 levela w adventure – ale tutaj juz zaczelo byc wolno. daje w kosc brak kasy – pies tracal equipment ale nie ma kasy na czary adept (ktore potrafia kosztowac majatek… a gdzie tu dopiero master), a bez nich zaczyna mi prakowac powera ofensywnego. robienie ich jest takze bardzo ciezkie ze wzgledu na wymagane odpowiednie rary (no i te cholerne przepisy na tusz…)”

Mój mały dzielny Pikielek rozmiłował się w tłuczeniu szkieletów w Antonice, szczególnie tych na wyspie obok miasta. Tak mu sie to spodobało, że spędził tam cały wieczór. Taki mały dzielny morderczy kleryk!

Wyprawa byla udana. Byla super zabawa. No i zrobilem dwa levele – jestem juz na 17. Jeszcze dwa i bede musial robic specjalizacje na Templara… Ale to juz jutro…

Questy też mogą wciągać, być zabawne i bardzo niebezpieczne dla takich maluchów: „udalem sie w poszukiwaniu dziadka pewnej zagubionej duszyczki do jaskin przemytnikow, , gdzie w pewnym momencie na mnie jednego i mojego wiernego zwierzaka wyskoczylo kolo 8 bandytow. tego bylo zbyt wiele – nawet nie zdazylem rozkazac zwierzakowi zeby ‚pozaczepial’ wszystkich i odwrocil ich uwage – razony piorunem (szkoly magii musza byc popularne w tej krainie) padlem jak dlugi”.

Teraz dzialajac w slusznej sprawie penetruje koryto wyschnietej rzeki smierci, tepiac koscistych potepiencow, a czasem robale ktore wylaza spod ziemi i zaczynaja szczypac po nogach takze olbrzymy nie ogarniete bohaterskim szalem wypuszczajace sie na pojedyncze zwiady sa juz dla mnie kaszka z mlekiem…” – takie dzielne maluchy były 🙂

Opisów questów jest mnóstwo w tym temacie „pamiętniku” i postrzegane z pewnością zupełnie inaczej niż my teraz. Opisane jako prawdziwe misje i wypady, a nie idź i zabij… Wspaniale się to czyta 🙂

No i umieranie. Nie było tak prosto po prostu się „revivnąć”. O nie! Wiązało się to z duzymi konsekwencjami. Bo i tak by nie mieć kar w grze należało dojść do miejsca, gzdie umarliśmy by zebrać część naszej duszy. Dlatego też najlepiej było jeśli ktoś z grupy nas podnosił.

Pisalem juz wczesniej, ze kaplani moga wskrzeszac innych? Jako kaplan moge na swych towarzyszy nalozyc czar aby mogli wskrzesic mnie w przypadku gdy mi sie zejdzie. Oczywiscie, zawsze jest ten pierwszy raz, kiedy to trzeba uzyc. A wlasciwie nauczyc sie tego Kamior mial male problemy, ale po kilku minutach przespieszonego szkolenia udalo mu sie przywrocic mnie do zycia.

smierc
Na screenshocie doskonale to widać. Czerwony napis mówiący o tym, że musimy odzyskac część duszy. Widzimy też Achaje vel Nuomi oraz Kamior vel Dariana, których bardzo serdecznie pzdrawiam. Ciekawe kiedy znów zawitają do EQ2, bo pojawiają się i znikają…

Pewne rzeczy pozostają w pamięci. Pamiętam jak pierwszy raz z randomową grupa z czata poszłam bić giganty w TS. Jak ja je zobaczyłm to bylam pzrerażona. Co najniej jakby to była rzeczywistość. Były OGROMNE! W czasie walki (ja leczyłam) poziom adrenaliny miałam bardzo wysoki 🙂

W koncu dotarlismy do bobaskow… znaczy sie gigantow. One sa naprawde olbrzymie. Kiedy juz ubity pada to ziemia sie trzesie! Najlepsze jest kiedy trafi sie na Heroica, ktory sam sie leczy. Pojedyczno takie lvl27H mozna polozyc. Przy dwoch zaczynaja sie juz problemy.

giganty

Azabrild widoczny na tym zdjęciu też widzę, że loguje się od czasu do czasu do gry ale kontakt jakoś się urwał… Grał illuzjonistą Azabrild, mistykiem Azabrold oraz ma jeszcze tanka Srogi. Wszyscy na Runnyeye.

Pikiel, 4.09.2005: „Gram ostatnio z iluzjonista – Azabrildem. Gosc jest naprawde niezly. No i czary ma super. Chociazby moze zahipnotyzowac potworka albo grupe – w tym czasie grupa tlucze pojedynczo, zamiast walczyc z cala grupa.”

Buuu, a jak jak „czaruję” mobki na mojej małej biednej Nayati to na mnie taki jeden halfling z brzuszkiem warczy, że mu dps psuję 🙁

Nie wiem czy czytacie kapitalny komiks Cheespirate, opowiadający o dzielnych bojach małych postaci w EQ2. Jest tam taki obrazek:

LU13

LU13 czyli jak my teraz zwiemy GU13 było przerażającym updatem. Całkowicie zmienił mechanikę gry. Klerycy nie mogli już tankować! TRAGEDIA!

Anyway, UPDATE wywrocil wszystko. Wszyscy zgodnie twierdza, ze teraz mamy EQ 2.5
Najlepsze bylo wyczekiwanie na podniesienie serwerow… od 19 wszyscy czatowali, czy to na GG czy TeamSpeaku… Ale po 21 wystartowali… I zaczela sie jazda. Wymiotlo polowe czarow, innym zmieniono ikonki i obnizono efektywnosc. Polowa ludzi byla wkurzona, bo skasowali im czary na ktore wywalili kupe kasy (zeby sobie kupic te Adepty), inni sie cieszyli bo dostali nowe mozliwosci np. iluzjonista moze miec teraz peta… a wlasciwie evil twina. Przez pierwsza godzine wszyscy stali w miejscu i sprawdzali co nowego… Niesamowity widok – w kazdej lokalizacji, masa ludzi, i wszyscy stoja w miejscu… Obiecali gre lepiej zbalansowac. I rzeczywiscie im sie to udalo. Jest trudniej, przez co chyba ciekawiej. W koncu calkowicie inaczej trudnosc wyglada przy walce solo i w grupie. Potworki jakby dostosowuja sie do ciebie i daja wiecej expa. Chcielismy pojsc grupa na Giganty, a skonczylo sie na tym, ze z testowym gnollem 21lvl heroic mielismy problemy. Musimy na nowo nauczyc sie taktyki i powinno byc lepiej. A moze to tylko takie pierwsze wrazenie…

calkowite przemeblowanie w mitigation czyli tutejszym odpowiedniku obrony- afaik wszelkie rzeczy ‚po prawej stronie’ tj. pierscienie, pasy i cala drobnica stracily kompletnie mitigation. Na reszcie rzeczy on zmalal…

Wraz z LU13 pojawiły się również Master2 oraz pozostałe zdolności typu +STR, czy też podobne:

Z ciekawych rzeczy – wymuslili na wszystkich graczach na nowo losowanie wszystkich bonusow, ktore dostaje sie co pare leveli. Wybralem sobie nowe czary Mastery i zdolnosci. Dzieki doswiadczeniu zdobytemu wczesniej, nie bralem tego samego. Postawilem na Stamine i regeneracje Powera. Dzieki temu kleryk moze dluzej przezyc. Szczegolnie, kiedy czary zabieraja mi teraz zdecydowanie wiecej powera…
Tak, LU13 wywrócił grę do góry nogami…

No i tak na koniec, ilu z Was przeniosło świat Norrath w swoje sny? Przyznam się, że mi do tej pory zdarza się śnić i przeżywac na przykład rajdy, albo jakieś instancje 🙂

„Dzisiaj snily mi sie Orki…”

Tak jak pisałam na początku, wkleiłam tylko wybrane fragmenty pamiętnika. Sam temat ma 10 stron , fajnie się go czyta, wspominając i porównując jak było a jak jest. Do tego mnóstwo screenshotów i anegdot z początków gry. Zapraszam do lektury, szczególnie jeśli się nudzicie w pracy, albo chcecie się przekonac jak bardzo gra się zmieniła 🙂