Jest nadzieja, że jeszcze w tym roku moja postać z The Elder Scrolls Online osiągnie poziom 50! Niestety, nie mam złudzeń, co do punktów Championa, bo w tym tempie, to na wbicie 160 punktów będę potrzebować jeszcze z kilka miesięcy.

Pytacie się czemu tak wolno? Jak dla mnie to zdecydowanie za szybko!

The Elder Scrolls Online jest tak przepiękne, ma tyle ciekawych historii i zakamarków, że po raz pierwszy nie śpieszę się z levelowaniem postaci, ale po prostu zwiedzam i się zachwycam. I wiecie co jest najlepsze? Moja postać ma wpływ na to jak wygląda świat Tamriel! No dobrze, jest to ograniczony wpływ, bo został „oskryptowany” przez twórców tej gry, ale i tak potrafi mnie to zachwycić.

Chociażby wczoraj pomagałam zniszczyć artefakt aby móc ocalić mieszkańców Rivenspire. Aby to zrobić musiałam udać się do Doomcrag i stawić czoła nieumarłemu baronowi Montclair. Oto jak wyglądało miejsce przed zniszczeniem plago-nośnego artefaktu, a jak po:

No i jak tu nie kochać The Elder Scrolls Online?

Dodajcie do tego NPC, które pamiętają czyny gracza, a nawet o Was rozmawiają gdy znajdujecie sie w pobliżu i możecie się domyśleć, dlaczego ta gra wciąga. Tamriel żyje i grając w The Elder Scrolls Online czuję, że jestem częścią tego świata. I nie – nie nudzi mi się słuchanie o moich bohaterskich czynach, nawet gdy słyszę to po raz 100 🙂

Po ocaleniu Rivenspire przed plagą zamieniającą NPC’e na potwory a’la zombiako-nieumarlaki, czas udać się do kolejnej strefy. Zaraz po tym jak znajdę dwa brakujące skyshardy. I zanim powiecie mi o tym, że jest adon pokazujący skyshardy, to powiem tak: może i będę go używać w przyszłości jak zrobię alta i zwiedzę całe Tamriel, ale na tą chwilę to mam radochę kiedy sama je znajduję.

A propos mojej mani „wtykania nosa” i zwiedzania. Znalazłam wszystkie lorebooki w Rivenspire – tak mi się przynajmniej wydawało, bo otrzymałam za to achievement. Jednakże kilkanaście minut później, przechodząc nad mostem położonym nad głęboka przełęczą, widzę że coś tam na dnie leży. Coś co ma filetową poświatę łudząco podobną do tej, która emanuje z lorebooków. Niestety – z tak dużej odległości nie mogłam zobaczyć, co to jest. Więc stoję ci ja na tym moście i się zastanawiam: czy to jakaś bezużyteczna ozdoba, czy też jakaś książka. Hmm, chyba jednak nie książka bo przecież achievementa już dostałam, no ale z drugiej strony po co devsi umieścili by w tym dole coś co się świeci, wiedząc że nie prowadzi tam żadna ścieżka… Moja wewnętrzna ciekawość nie pozwoliła mi się oddalić z tego miejsca i po kilku minutach zastanawiania oraz oceny sytuacji, czy da się jakoś zejść w tamto niedostępne miejsce, postanowiłam zaryzykować i zeskoczyć po skałkach. Ledwo przeżyłam ten wyczyn, ale opłacało się. Tajemniczą rzeczą okazał się lorebook, który dał olbrzymią ilość XP do gildii magów! Wydostanie się z tamtej przełęczy naznaczone zostało śmiercią, ale było warto. I właśnie to lubię najbardziej – znajdować rzeczy, na które 99% graczy nie zwraca uwagi 🙂

I na koniec kilka najciekawszych screenshotów pokazujących Rivenspire. Mam nadzieję, że się Wam spodobają 🙂