Dawno nie pisałam o moich przygodach w The Elder Scrolls Online, prawda? Tak naprawdę to nie chcę Was zanudzać opowieściami o tym ile kamyczków wykopałam, czy też skarbów znalazłam.

Po prawie pół roku od czasu rozpoczęcia mojej przygody w tej grze, i z wielkim opóźnieniem, w końcu dotarłam na Pustynię Alki’r. I zakochałam się w tym miejscu. Jest w nim coś mistycznego…

TESO_20160902_Alikr-6

Nie wiem, czy to te wydmy, czy też gwałtownie zmieniająca się pogoda, ale ta pustynia ma swój klimat. Zresztą jej mieszkańcy także: khajitka prawie przygotowująca eliksiry mające (prawie) spełniać życzenia jej klientów, ojciec z problemami z dziedziczeniem majątku, czy też pustelnik, który chce abym ścigała się z wiatrem. To ostatnie zadanie musiało być nieco trudne na początku gry, gdy większość osób nie miała dostępu do wierzchowców i musiała używać własnych nóg.

To miejsca sprawia, że potrafię zatrzymać się gdzieś w połowie drogi pomiędzy kolejnymi questami i po prostu obserwować otoczenie. Ileż serca w Pustynię Alik’r musieli włożyć jej twórcy… Nie wiem, który z nich wpadł na pomysł aby dodać burze piaskowe, ale wrażenie jest kapitalne gdy nagle słoneczne niebo zaczyna robić się coraz bardziej zamglone, by po chwili wszystko przesłonięte zostało przez tumany kurzy.

Jedna rzecz tylko mnie martwi. Węże. Potrafią mnie te ukrywające się skubańce zaskoczyć 🙂

No cóż – 45 poziom w końcu wbity, więc mogę zacząć robić misje pierwsze misje dla Undaunted. Jestem przekonana, iż jakiś Monster set już na mnie czeka.

Poniżej galeria moich najładniejszych screenshotów z tego Pustyni Alik’r. Mam nadzieję, że się Wam spodobają.