Endless Space 2 jest okropne! Jest to paskudny czasozużywacz, od którego na domiar złego nie mogę się oderwać i tylko powtarzam sobie „jeszcze tylko jedna tura„. I tak od kilku dni…

Dobra wiadomość jest taka, że zwyciężyłam w swojej pierwszej rozgrywce, i to w dwóch kategoriach: nauka i ekonomia. Owszem, była to rozgrywka na najłatwiejszym poziomie, ale w końcu gdzieś trzeba nauczyć się podstaw – prawda?

Mając pokojowe zwycięstwo w zapasie, a do tego wypasione statki oraz wyszukaną wszelką technologię, postanowiłam zająć się wojaczką. Plan był prosty: zniszczyć wszystkie pozostałe imperia oraz ich planety. Zostawić po sobie tylko popiół i zgliszcza…

Niestety, nie do końca wyszło tak jak planowałam.

Po powzięciu postanowienia, że czas na wojskową dominację Turbogroszków w galaktyce Endless, rozpoczęłam przygotowania. Po pierwsze, to zaczęłam rekrutować bohaterów i przydzielać ich do moich armii – ich liczne bonusy dla floty z pewnością mogą wspomóc flotę. I to jaką flotę – pełną niszczycieli i zderzaczy! Niestety, przy tak masowej produkcji zabójczych statków, okazało się, że nieco brakuje mi surowców, więc uzupełniłam flotyllę małymi pancernikami z modułami naprawy podczas walk. Cudo – tyle Wam powiem.

Rozpoczynając walkę, do dyspozycji mamy kilka taktyk, które sobie wcześniej wybraliśmy. I tu miałam małą zagwozdkę, bo o ile kilka statków przygotowanych było na walkę na krótkim zasięgu, to zdecydowana większość wyposażona została w torpedy i działa na dalekim zasięgu. Nie wiedziałam jak zmienić ustawienia statków na polu bitwy, aby zadawały jak najbardziej optymalne obrażenia. Całkiem przypadkiem okazało się, że wybierając zaawansowane opcje po otwarciu okna walki (widok poniżej), byłam w stanie przeciągać statki i rozstawiać je odpowiedniej odległości. Yay!

Przy takiej mocy, nic nie było w stanie stanąć mi na drodze. Nic – nawet jakiś tam imperator co to zgładził milion istnień…

Wyruszyłam na podbój już ciesząc się na spektakularne zniszczenia planet. I tu nastąpił mały „upsik”… Flotę rozgromiłam, wojsko naziemne ubiłam, ale… zamiast zniszczyć planetę, została ona przeze mnie przejęta! To nie tak miało być! Miałam zostać Niszczycielką Światów, a nie Wielką Kolonizatorką!

I teraz zaczęłam się zastanawiać – czy gra ta oferuje jakieś wyjście z sytuacji? Co jeśli nie chcę kolonizować podbijanych planet, ale po prostu je rozwalić? Tym bardziej, gdy są to planety, na których nie ma żadnych surowców…

Pewnie powiecie – „oj tam Kinya, najwyżej wszystkie planety w galaktyce będą Twoje„. Jest tylko jeden, tyci problemik – limit posiadania planet przekroczyłam już dość dawno temu i teraz moi mali jajogłowi przyjaciele zaczynają się denerwować, gdy przejmuję kolejne. Owszem, obiecałam im podbój wszechświata, ale ciekawe kiedy wyczerpie się ich cierpliwość. A wiadomo, że niezadowolone społeczeństwo, to spore problemy, a tego chciałabym uniknąć.

No cóż, zawsze mogę rozpocząć przygodę od nowa, inną rasą, na nieco trudniejszym poziomie, tym bardziej, że zwycięstwo w tej rozgrywce mam już zagwarantowane. I to dwukrotnie.

Co myślicie – kontynuować rozgrywkę do końca, czy zacząć od nowa?