Powiem Wam uczciwie, że już od jakiegoś czasu zastanawiam się, co by Wam tu napisać ciekawego o Absolverze, czego jeszcze nikt inny nie napisał.

Nie odkryję więc z pewnością Ameryki pisząc Wam o tym, jak bardzo ta gra mnie frustruje, wkurza, a przy tym w jakiś dziwny, perwersyjny sposób przyciąga.

 

Studio Sloclap stworzyło rewelacyjną grę, malutką perełkę wśród wszelkiego typu bijatyk, gdzie umiejętności gracza naprawdę mają znaczenie. Zastosowanie wszelkiego rodzaju uników, bloków, czy też wyprowadzanie ciosów i całych kombosów, musi być dość dobrze przemyślane. Bicie na oślep, bezmyślne klikanie przycisków mając nadzieję, że w ten sposób zabijemy przeciwników, może Was bardzo mocno i boleśnie zaskoczyć. Wiem, bo sama się o tym przekonałam. Po 20-tej śmierci w ciągu niespełna 20-tu minutach, zaczyna się człowiek zastanawiać: czy może jestem już za stara na tego rodzaju gry, a może w tej konkretnej bijatyce trzeba podejść do walki strategicznie.

 

I słyszę Wasze zdziwienie: „to Ty grasz w bijatyki?”. W sumie to nie, ale w tym konkretnym przypadku – tak. Widzicie, od momentu, gdy po raz pierwszy usłyszałam o Absolver, spodobał mi się nie tylko pomysł, ale i oprawa wizualna. Do tego założenia przedstawione przez twórców były na tyle interesujące, że naprawdę chciałam wypróbować ten tytuł. Co też uczyniłam.

Więc jak mi się gra? Boleśnie interesująco można by rzec. Z jednej strony są rzeczy, które strasznie mnie irytują, a z drugiej mimo wielu śmierci i przekleństw latających po domu, nie mogę się od niej oderwać. Co jest dziwne. I to bardzo. Lubię wyzwania, a ta gra postawiła ich przede mną dość sporo.

 

Ale zacznijmy od początku, bo prócz rewelacyjnego systemu walki, Absolver oferuje także i fabułę. Nie jest jednak ona opowiedziana wprost i tak naprawdę sami musimy sobie dopowiedzieć wiele rzeczy. Strzępy rozmów, otaczające nas środowisko, przedmioty znajdujące się w ruinach Adal, skamieniałe postacie. O tych właśnie zastygniętych postaciach chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej. Brakuje mi tutaj takiej kropki nad I, a największym rozczarowaniem jest brak  podkładu głosowego u napotkanych, przyjaznych postaci NPC. Ba, nawet u tych wrogo nastawionych fajnie by było usłyszeć jakieś okrzyki zachęty do walki, czy nawet przekleństwa. Tego niestety zabrakło.

Miasto-imperium Adal  znajduje się w ruinie. Miejsce to wypełnione zostało przez twórców zniszczonymi budynkami i widać, że natura powoli zaczyna przejmować kontrolę. Co chwile gruz blokuje nam drogę, a większość domów zabita jest deskami, Z jednej strony miejsce to wydaje się olbrzymie, ale po kilkudziesięciu minutach krążenia w wąskich uliczkach i przemykaniu drewnianymi kładkami, zaczęłam zdawać sobie sprawę, że tak nie jest. Niestety, udostępniony graczom obszar jest dość mały i przejście dalej potrafi ograniczyć sterta desek, czy też worków. A przecież to miejsce tak wspaniale nadawałoby się do wspinania, przeskakiwania i swobodnej eksploracji. Troszkę szkoda, że twórcy postanawiali nie dodawać tych elementów, dodałyby one sporo smaczku.

 

No dobrze Kinya, ale jak na razie to tylko marudzisz„… I tak, i nie. Pokazuję Wam tylko rzeczy, których według mnie zabrakło, ale to nie znaczy, że gra jest zła. Tak naprawdę, to uważam, że Absolver jest świetny, a jego największym atutem – o czym wspominałam już wcześniej, jest system walki.

Przy tworzeniu naszej postaci – Prospekta, otrzymujemy niewielkie możliwości modyfikacji jej wyglądu oraz wybrania jednego z trzech stylów walki: Windfall, Khalt oraz Forsaken. I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwa przygoda. Z tego co wiem, w innych grach tego typu (bijatykach) po wybraniu stylu, czy też bohatera, postać ma z góry przypisane ruchy i ataki. Absolver jest pod tym względem inny. Okazuje się bowiem, że tutaj możemy sami układać swoje zestawy ataków, uników i kombosy, dopasowując je do naszego stylu gry. Na początku ilość dostępnych ruchów jest dość mocno ograniczona, ale z czasem poznajemy ich coraz więcej.

 

Także i system nauki kolejnych ciosów jest bardzo ciekawie rozwiązany. Spotykając bowiem na swojej drodze przeciwników – byłych Adeptów, którzy z niewytłumaczonego powodu zbłądzili i teraz nas atakują, uczymy się ich ataków. Wystarczy je przez jakiś czas blokować oraz unikać i widać jak powoli rośnie pasek postępu. Jest tylko jeden haczyk – by móc przyswoić zdobytą w ten sposób wiedzę, musimy na koniec zabić naszego przeciwnika, co samo w sobie może okazać się sporym wyzwaniem. Z mojego, nieco bolesnego doświadczenia wynika, że najlepiej uczy się w trybie offline…

A jak jesteśmy już przy trybie offline, gdzie biegamy solo i przeciwnicy są dopasowywani do naszego poziomu, to muszę powiedzieć, że tryb online jest już o wiele większym wyzwaniem. Znacznie większym i znacznie bardziej frustrującym. Z drugiej strony jednak, jeśli tutaj uda nam się pokonać przeciwnika, to mamy z tego sporą satysfakcję. Oczywiście plusem jest to, że możemy spotkać innych graczy – pod warunkiem, że nie będą chcieli sprać nam tyłka. Ale nawet wtedy możemy mieć przyjemny pojedynek zakończony przyjaznym akcentem. Minusem jest jednak to, że nie możemy z nimi pogadać, bo jeśli chodzi o komunikację, to do dyspozycji mamy jedynie emotki. Jakby nie patrzeć, w grupie jest zdecydowanie łatwiej, ale wówczas gra traci swój urok, a konkretnie to przestaje być wyzwaniem.

 

Oczywiście do walki potrzebujemy nie tylko dobrze ułożonych sekwencji ataków i uników, ale i przedmiotów, które wzmacniają nasze ataki, bądź też zapewniające większą ochronę. Nasza postać może założyć na siebie maskę, bluzkę, spodnie, buty i kilka innych elementów, a każdy z nich ma swoje statystyki. W zależności od obranego przez nas stylu walki, to my musimy podjąć decyzję, czy lepiej założyć ubranie lekkie, czy też ciężkie dające większą obronę, ale znacznie spowalniające naszą postać. I niestety, ale z ekwipunkiem, a konkretnie to z niemożnością pozbycia się zduplikowanych przedmiotów, związana jest kolejna irytująca mnie rzecz. Nie do końca rozumiem, dlaczego twórcy o tym nie pomyśleli, ale naprawdę chciałabym mieć możliwość pozbycia się nadprogramowej ilości tych samych rzeczy.

 

Za mną jest dopiero kilka godzin rozgrywki, więc jak się pewnie domyślacie, jeszcze wiele rzeczy mam do odkrycia. I na pewno będę powracać do Adal – mam kilka porachunków do wyrównania z pewnymi bossami. Miejmy nadzieję, że moje biurko wytrzyma moje uderzenia będące wynikiem frustracji po N-tej śmierci zadanej przez tego samego przeciwnika. Absolver [karta Steam] jest dla mnie sporym wyzwaniem i z pewnością grą spoza mojej strefy komfortu, więc sama jestem ciekawa, jak to dalej będzie.

I całe szczęście, że moja połówka często siedzi ze słuchawkami na uszach, więc nie słyszy pewnych barwnych zdań lecących pod adresem co niektórych przeciwników…