Nie wiem jak to się dzieje, ale logując się do Elder Scrolls Online zawsze zakładam, iż skupię się tylko i wyłącznie na robieniu misji. A potem okazuje się, że po kilku godzinach gry mam kilkaset zdjęć i skończone maksymalnie dwie misje.

Ponoć każdy ma swój własny styl rozgrywki: jedni lecą na wariata do przodu nawet nie czytając misji tylko klikając na oślep we kolejne odpowiedzi, podczas gdy innych interesują tylko wyprawy do instancji grupowych i rajdowanie. No cóż, ewidentnie ja skupiam się na hardcorowej eksploracji – naprawdę nie wiem jak to inaczej nazwać.

Po tygodniowej przerwie od wszelkiego grania, w końcu miałam okazję ponownie zalogować się do Elder Scrolls Online. I ponownie w założeniach miałam skupić się na robieniu misji. I w sumie to zrobiłam: dwie przez trzy godziny. Całkiem niezły wynik, prawda?

Cóż tym razem mnie rozproszyło? Tajemnicza wyspa Artaeum, która jest siedzibą Zakonu Psijic.

Matko, jakie piękne jest to miejsce… Po wejściu czuje się po prostu, że cały ten obszar wypełniony jest magią i mistycyzmem. Piękne budowle, ukryte zakamarki, tajemnicza wieża i kolorowa roślinność – to wszystko sprawiło, że zwiedziłam chyba każdy zakątek tej ukrytej przed Tamriel wyspy, robiąc przy tym mnóstwo zdjęć.

Jednak Artaeum to nie tylko idyllicznie wyglądająca wyspa, to także miejsce mające swoje głęboko skrywane sekrety, które trzeba będzie odkryć. Jakby nie patrzeć, to Minimarco był uczniem tego zakonu i pozostawił po sobie nieco mrocznych tajemnic.

Muszę powiedzieć, że ESO: Summerset po raz kolejny pozytywnie mnie zaskoczyło. Jak na razie jestem pełna zachwytu nad tym światem wykreowanym przez studio ZeniMax. I mam na myśli nie tylko cudne widoki, ale i zabawne teksty Razum-Dara, czy nawet pompatycznie brzmiące elfy.

A przecież to dopiero początek moich przygód na tej magicznej wyspie. Niestety, w tym tempie, to ukończenie wszystkie misj z Summerset prawdopodobnie zajmie mi o wiele dłużej, niż innym graczom Elder Scrolls Online.