Nie wiem czemu do tej pory nie wspominałam o tym, ale od jakiegoś czasu pogrywam w Ghost Recon Wildlands. I muszę powiedzieć jedno: kiedy próbuję pograć samotnie, to potwornie się w niej nudzę. Jednak granie z przyjaciółmi, to już inna bajka.

Świat stworzony przez Ubisoft jest olbrzymi i przepiękny, wypełniony mnóstwem detali. Z jednej strony podczas jego eksploracji możemy podziwiać ośnieżone szczyty górskie, malownicze jeziora, zaciszne zakątki, stroje ludowe Boliwijczyków, miasta i miasteczka, czy też nawet urocze lamy. Z drugiej strony widzimy brutalność karteli narkotykowych, formacji militarnej Unidad, czy też panującą wszędzie biedę.

Ghost Recon Wildlands z pewnością zachwyci fanów eksploracji. Tak naprawdę to nie trzeba tutaj wykonywać żadnych misji. Wystarczy przemierzać ten olbrzymiasty świat (3 godziny samochodem z jednego końca mapy na drugi!) i podziwiać widoki. A jeśli chcemy się o nim co nieco dowiedzieć, to można zbierać napotkane po drodze dokumenty opisujące wiele interesujących szczegółów związanych z tym krajem.

Najfajniejsze jest jednak to, że do przemieszczania się możemy użyć praktycznie każdego pojazdu, jaki napotkamy na naszej drodze: samoloty, różnego rodzaju śmigłowce, motorówki, liczne samochody – począwszy od luksusowych Lamborghini, poprzez 30 letnie wraki, a na opancerzonych skończywszy. A jeśli chcecie zaszaleć, to zawsze można zorganizować wyścigi traktorów lub spychaczy, albo pojeździć sobie w bagażniku.

Jeśli chodzi o fabułę, to oczywiście jest takowa. Nie jest można ona wielkich lotów: ot cicha i strategiczna walka mająca na celu stopniową eliminację kartelu narkotykowego wraz przywódcami rządzącymi w poszczególnych regionach, który to rozpanoszył się w Boliwii. Jego szefem jest El Sueno – gość uważający się za pół-boga i wznoszący olbrzymie mauzoleum na swoją cześć.

Do walki z kartelem skierowana zostaje mała, ale za to dobrze wytrenowana jednostka sił specjalnych – Ghost Recon, a gracz wciela się w jednego z agentów. Wraz z postępem odblokowujemy coraz więcej funkcji ułatwiających, a zarazem urozmaicających rozgrywkę: drony, pomoc rebeliantów, ostrzały artyleryjskie, czy też wsparcie najemników.

Oczywiście same ataki na wyznaczone cele możemy przeprowadzać w najróżniejszy sposób. Fani rozróby mogą wparować do nieprzyjacielskiego obozu opancerzonym samochodem i po prostu strzelać we wszystko co się rusza. Ta taktyka jednak ma swój minus: możemy zabić niewinnych cywili, ale to nie jest dobrze postrzegane.

Ja osobiście preferuje ciche i taktyczne podejście ze stopniową eliminacją przeciwników, tak by wrogowie nie spostrzegli – póki nie będzie za późno, że powoli zaczyna ich ubywać. Oczywiście, nie zawsze to wychodzi tak jak się zaplanuje, ale przynajmniej jest wesoło.

Ogólnie Ghost Recon Wildlands to bardzo przyjemna strzelanka, którą polecam. A jeśli zdecydujecie się ją wypróbować – szczególnie, że można ją ostatnio zakupić w bardzo promocyjnej cenie, to mam dla Was kilka rad: uważajcie na pociągi, żołnierzy Unidadu i naprowadzane rakiety.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here