Muszę się przyznać, że od kilku tygodni natrętnie gram w The Elder Scrolls Online. Zresztą widzę ten trend także wśród swoich znajomych. Tak naprawdę to nie mogę przestać grać w ESO, a wszystkie inne produkcje w które powinnam zagrać, odkładam namiętnie na „jutro”.

ESO należy u mnie do tych gier, które od wielu lat mam zainstalowane, aktualizowane i regularnie do niej zaglądam. Greymoor chyba jednak zmieniło moje podejście – pewnie dlatego, że bardzo podobał mi się ten dodatek. Wraz z początkiem tego roku skończyło się wpadanie do Tamriel na tydzień lub dwa, a zamiast tego zaczęłam się regularnie logować i zrobiłam – jak na mnie – spore postępy.

Zacznijmy od tego, że nie spieszę się na wariata do przodu, a zamiast tego odkrywam rzeczy, które są dla mnie nowościami. Może Was to zdziwić, ale jest na przykład wiele miejscówek z podstawki, których nie miałam szansy odwiedzić i właśnie teraz to nadrabiam. Jak chociażby publiczne lochy, czy też instancje grupowe.

Zapytacie się dlaczego zwlekałam? Otóż nie cierpię „randomów”. Zawsze mam jakiegoś pecha i mimo, że społeczność Elder Scrolls Online uchodzi za jedną z najprzyjaźniejszych, to ja jednak mam zupełnie inne doświadczenia.

Raz kiedyś zdecydowałam się pójść do instancji z losowymi graczami, a że byłam po raz pierwszy i nie do końca wiedziałam co robić, to pozostałe osoby wyszły z grupy zostawiając mnie samą. Jak się pewnie domyślacie, zraniło to moje uczucia i skończyło się to kolejną przerwą od ESO.

Całe szczęście teraz jest inaczej, a to dlatego, że staram się grupować ze swoimi znajomymi, więc zamiast siedzieć na YT i oglądać strategie, sami staramy się je ogarnąć – na razie na poziomie normalnym, ale przyjdzie czas i na weterany.

Wracając do mojego obsesyjnego grania w ESO, to w końcu skończyłam misje dla gildii magów oraz fabułę z podstawki. Tak, w końcu pokonałam Molag Bala i odzyskałam swoją duszę, a zajęło mi to jedyne… 9 lat. Chwilę później skorzystałam z propozycji Cadwella i rozpoczęłam zwiedzanie Aldmeri Dominion: misje w Auridon skończone, czas na Grahtwood.

Kilka tygodni temu obchodziliśmy Festiwal Trójcy w Tamriel, dzięki czemu zaliczyłam także wszystkie misje w Clockwork City i uratowałam kolejnego boga – tym razem Sotha Sil. Ciekawe kiedy moja postać wyniesiona zostanie na ołtarze, skoro jest na tyle silna, że ratuje bogów, bo oni sobie nie radzą…

Dołączyłam także do gildii handlowej, ale kompletnie nie wiem jak zarabiać kasę w tej grze. A nie oszukujmy się, by kupić jakiś rozsądny sprzęt dla mojej postaci, czy tez ulepszyć ten co posiadam, to troszkę jej potrzebuję, bo z moimi 200tyś to za wiele nie zdziałam. Wszelkie podpowiedzi mile widziane 🙂

No i najważniejsze – stworzyłam tanka, a konkretnie to przerobiłam swojego Templara na Paladyna. Dlaczego? Bo wszyscy upierają się grać dps’ami i lekarzami, więc brakowało nam tanka. To jest jak dla mnie olbrzymia zmiana, bo do tej pory grałam jedynie klasami wspierającymi i lekarzami. Jedno jest pewne – tankowanie nie jest łatwe, a Templar chyba nie ma aż tylu narzędzi jak chociażby Shadowknight, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi to co się ma.

Także jak widzicie, sporo się dzieje… A co u Was słychać? Dajcie znać na Facebooku i poradźcie jak tankować oraz zarabiać kasę w ESO 😀