Dlaczego Ty grasz w te dziwne survivale? Przecież te gry są bezsensowne…” Właśnie takie słowa dość często padają w moim domu. I powiem Wam, że zaczęłam się nad tym zastanawiać.

Jak to się stało, że z wieloletniego, zapalonego użytkownika gier MMORPG o tematyce fantasy, przestawiłam się na na tak odmienny gatunek, jakim są survivale? Myślę, że są ku temu dwa główne powody: grind i potwornie nudne misje.

Nie wiem co się porobiło w ostatnim czasie, ale praktycznie wszystkie gry MMO zmuszają nas do grindu, czyli bezsensownego zabijania przeciwników, lub też wbijania jeszcze durniejszych frakcji, tylko po to by osiągnąć kolejny poziom lub też zdobyć jakiś wypasiony ekwipunek. Black Desert Online osiągnął w tym poziom Mistrzowski, bo tam grindować można nawet będąc AFK (away from keyboard). No proszę Was – 20 bilionów XP aby wbić z poziomu 64 na 65?

Mówcie co chcecie, ale dla mnie to nie jest normalne. Owszem, tytuł ten oferuje wiele interesujących rozwiązań i tak naprawdę to miałam względem niego wielkie nadzieje, ale za każdym ciekawym rozwiązaniem ukryty jest wielogodzinny grind.

 

Najgorsze jest to, że nawet gry, które jeszcze do niedawna nie zmuszały nas do wielogodzinnego grindowania, zmieniają swoja mechanikę, aby dopasować się do nowych realiów. Tak – dzisiejsi gracze wolą bezsensowne, wielogodzinne ubijanie tysięcy przeciwników solo w grze MMO, bo gry MMO przestały zachęcać do wspólnego wysiłku.

No cóż – grind jest nie dla mnie, bo to mnie nudzi, a czasami nawet irytuje.

Każdy oczywiście gra w to co lubi i w to co jego bawi. A mnie bawi zbieranie kamyczków, patyczków i tysiące innych rzeczy jakie mogę znaleźć, bo przecież mogą się do czegoś przydać… (To wcale nie oznacza, że ta sterta kabli w szafie może zostać!)

Pamiętam jak godzinami mogłam biegać po Thundering Steppes, czy też Sinking Sands i zbierać surowce potrzebne rzemieślnikom z EverQuest 2 do wytworzenia wielu rzeczy, w tym lepszych wersji umiejętności. W ten sposób zarobiłam swoja pierwszą platynę! A potem SOE wpadło na genialny pomysł aby dodać guild halle, które same w sobie nie są takie złe, tyle że wraz z nimi pojawili się automatyczni zbieracze przynoszący tonę surowców, i to zarówno tych zwykłych, jak i tych rzadkich. W tym momencie zabito zbieractwo, ale nie tylko. Wraz z guild hallami, które miały w sobie wszystko, wyludniły się miasta i gra zaczęła wyglądać na wymarłą – wszyscy siedzieli w tych przeklętych guild hallach!

Wkurza mnie to, że obecnie gry przestały zachęcać do eksploracji. Wszystko jest podane na wyciągnięcie ręki… albo portfela. Dlaczego nikt nie wpadnie na to, że graczy bawi różny rodzaj rozgrywki? Jestem przekonana, że nie tylko ja lubię rzemiosło i zbieractwo, ale znalazłoby się wiele innych osób. Pewnych rzeczy nie wolno ułatwiać, bo na dłuższą metę to się nie opłaci. Jeśli założeniem było, że pewne surowce maja być rzadkie i ciężkie do zdobycia, to niech tak to pozostanie, a co najwyżej w liniach umiejętności można dodać opcje zwiększające szansę na ich wydobycie o 1% 😀

 

Kolejna rzecz – questy. Niby mają opowiadać nam o stworzonym przez twórców wirtualnym świecie, ale są tak bardzo powtarzalne, że po pięciu wiadomo, co będzie w kolejnym. Są tak nudne i bezsensownie napisane, że nawet jeśli chciałabym je czytać, to po kilku zaczynam zasypiać – a kiedyś to robiłam i lubiłam, bo studia przykładały się do tego aspektu gry. Co gorsze, niektóre z questów nawet same się robią – wystarczy wciskać F lub spację i same prowadzą nas po kolejnych etapach. Można wyłączyć mózg, siedzieć przy kompie i odruchowo wciskać F F F F spacja F F F F spacja – o patrzcie, mam poziom 20! Arghhh! A już najgorzej, jeśli twórcy wpadną na pomysł, że trzeba graczy zmusić, aby zrobili 300 nudnych i powtarzalnych questów, bo ten 301 daje super nagrodę… Bardzo „inteligentne” rozwiązanie doprowadzające mnie do szewskiej pasji.

Podobnie jest z frakcjami w grach – jeśli już takowe są. Owszem, zgadzam się z tym, że najlepsze nagrody powinny być dostępne dopiero po osiągnięciu najwyższego poziomu wtajemniczenia dla danej frakcji, ale co jeśli projektanci wpadli na pomysł, aby w grze umieścić ich kilkanaście? I oczywiście aby móc zdobywać ich przychylność, trzeba robić powtarzalne misje typu zabij 10 przeciwników i to raz na dzień. Przecież zwykłe misje nie mogą nagradzać przychylnością, bo byłoby to zbyt szybko, a co za tym idzie – za prosto.  Takie sztuczne utrudnianie gry jak dla mnie. A już najbardziej mnie rozbraja, kiedy można wbić wszystkie kilkanaście frakcji na maksa… Może i w fabule gry nie za bardzo one za sobą przepadają, a nawet walczą, ale gracz może być w przyjacielskich stosunkach ze wszystkimi… No po prostu cudownie.

 

Więc wróćmy do pytania – dlaczego zaczęłam grać w survivale?

Po pierwsze, to nie ma grindu jako takiego. Nikt nie zmusza mnie do wbijania kolejnych poziomów, aby coś tam odblokować, a wiele z tych gier nawet nie ma czegoś takiego jak poziomy postaci.

Po drugie – mogę robić to co chcę. Mam ochotę zbierać surowce – nie ma sprawy. Zwiedzać świat – proszę bardzo. Rzadko który z survivali narzuca mi jakiekolwiek ograniczenia, tak naprawdę to ja sama decyduję o tym, co chcę robić.

Nie ma też nudnych misji i questów, to ja opowiadam sobie historie i to ja decyduje o ich kolejności. Jak na przykład samolot, który rozbił się w Miscreated – kim byli Ci ludzie, czy ktoś się uratował? Albo obiekty obcych w Subnautice – czym one są?

Gram w survivale, bo są to obecnie chyba jedyne gry, które zachęcają do kooperacji pomiędzy graczami, a do tego mnie nie ograniczają. Mam w nich frajdę, a szczególnie w tych, gdzie mogę zwiedzać i podziwiać światy wykreowane przez twórców. A trzeba powiedzieć, że czasami ich wyobraźnia potrafi mnie śmiertelnie zaskoczyć…

To teraz Wasza kolej – powiedzcie dlaczego gracie lub też nie gracie w survivale?

15 KOMENTARZE

  1. Właśnie ta wolność w robieniu co się chce przyciąga do survivali. Budowanie swojego kąta do życia. Bezpiecznej przystani w upadłym świecie. Uczę się odpowiednich zachowań gdyby za oknem rozpętała się podobne piekło.

  2. Kinya! Ty naprawdę świetnie piszesz! Jak nic po takim artykule rzuciłbym MMORPG fantasy w czorty na rzecz survivali! (już dawno to zrobiłem, choć ciekawi mnie trochę Albion). Ale artykuł miodzio! Wolę sobie poczytać to co piszesz niż normalną gazetę( gwarantowana depresja) lub „profesjonalną” stronę o grach (jeszcze nigdy mnie nie nakłonili do kupna gry).Moim guru doboru tytułów jest yotube, choć może kiedyś pokieruję się twoją opinią ?)

      • Na emeryturze powinno się robić to co się lubi, przynajmniej teorii…a jak jeszcze za to by płacili..jak to mówiła babcia: „Wielkie nieba!” , ewentualnie „Matko Boska!” 🙂

      • „Astrologowie ogłaszają tydzień rekrutacji. Populacja autorów zwiększa się.” Tak Cdaction rozpoczęło swoje ogłoszenie Szukają do pracy na stanowisko redaktora. Wiem do Wrocławia masz daleko ale dla tak dobrej autorki powinni zrobić wyjątek i pozwolą pracować online (usmarowałem się wazeliną odrobinkę 😉

  3. Ja bym chciał coś napisać, ale ty trafiłaś dokładnie w sedno i… nie mam już nic do dodania. 😉 Może tylko to, czuję się załamany faktem, iż MMORPG poszły w tak idiotyczną stronę? Kto to wymyślił, kto wydał zgodę? Przecież w tych firmach nie pracują idioci. Dostosowanie do rynku? Zwiększenie dochodów? Fajnie, ale to jest krótkowzroczne działanie, które ostatecznie może doprowadzić do śmierci gatunku, a na pewno wielu gier. Ale dzisiaj faktycznie marketingowcy rządzą w firmach developerskich i choć tak naprawdę nic nie wiedzą, bo i skąd te tumany miałyby wiedzieć, to znakomicie udają, że są alfą i omegą. Zupełnie jak ci wszyscy wielcy guru-ekonomiści, którzy po latach przepraszają, że się jednak mylili i to czasem baaardzo 😉

    • Masz racje Piotrze, ale nie do konca sie zgodze 🙂

      Swiat caly czas sie zmienia, ludzie ktorzy grali w MMO te 10-15 lat temu, dzis maja te 10-15 lat wiecej i graja w dom z pieluchami albo wcale. Nowa era dwudziestolatkow nie jest przyzwyczajona do tego, ze na cos trzeba zapracowac. Dlatego tez te firmy z tabunami marketingowcow oraz Ludzmi Trzymajacymi Kase, chcac mimo wszystko zarobic robia tak glupie gry… Mimo wszystko biznes growy jest caly czas biznesem ktory musi zarobic zeby przetrwac. Nie sa to instytucje charytatywne.

      Jest to smutne, bo dla mnie osobiscie survival jest nudny. Zgadzam sie calkowicie z Ronem Gilbertem, ze gra powinna miec cel i swoj koniec ktory mozesz osiagnac. MMO, mimo ze jest „wieczna gra” ma ten cel i koniec ktory mozna osiagnac – byc najlepszym z najlepszych. I to nakrecalo MMORPG w ktore gralem 10-15 lat temu. I to bylo fajne. Survival z drugiej strony rzuca cie gdzies i… to wszystko. Proboje imitowac rzeczywistoc z ktorej uciekamy do swiata wirtualnego, bo jestesmy ta rzeczywistoscia rozczarowani. Liczymy na to, ze ten swiat wirtualny bedzie tym naszem swiatem idealnym w ktorym bysmy chcieli zyc. To jest bardzo pierwotna potrzeba, ktora przeklada sie tez na sukcesy filmow o superbohaterach w ostatnich czasach. Ale to raczej temat na osobna dyskusje 🙂

      Drugim elementem sukcesu survivali jest mozliwosc budowania, tworzenia. To tez bardzo pierwotna potrzeba ktorej idealnym przykladem jest fenomen Minecrafta. Koncepcja nie jest nowa, bo praktycznie kazda strategia ekonomiczna jest na tym zbudowana. Miec cos swojego, swoj dom, farme, zamek, krolestwo, cywilizacje itd. Od The Settlers, przez Civilization, The Sims czy Entropie.

      Ostatnio, praktycznie co miesiac czy tez dwa, w gronie znajomych powraca jak mantra pytanie „W co mozemy polevelowac?” I smutna prawda jest taka, ze takich tytulow jest coraz mniej, albo rozczarowuja. Probowalismy ostatnio pograc w TERA – gra sliczna, swietna mechanika, fajne questy – nie ma easy mode. Ale koniec koncow, end game okazal sie bardzo rozczarowujacy.

      Dlatego tez ostatnio dalem sobie szanse na Elite Dangerous. Kiedys z wypiekami gralem na Amidze we Frontiera (z pomonikiem Gamblerowym w drugiej rece). Nawet nie zlicze ile godzin w to przegralem. Nowa Elitka ma ten sam klimat, rozmach, lepsza fabule, w koncu obcych, eventy… mozna powiedziec ze jest prawie survivalem 🙂 Ale, mechanika gry jest prosta do bolu – zarob kase, kup lepszy statek, zarob wiecej kasy, kup lepszy statek, zarob jeszcze wiecej kasy itd. I tutaj uwarzam ze o wiele lepsza gra byl Freelancer (notabene Microsoftu) bo mial fabule ktora pchala cie do przodu, cel do osiagniecia. Gdzie cala otoczka lepszego statku, wiekszej ilosci kasy byla tylko elementem drugoplanowym. I gra miala swoj koniec – wszystkie must have elementy wg. Rona Gilberta. No prawie, bo mozna bylo zginac 🙂

      Tymczasem, sam sie tym zmotywowalem i na weekend zamierzam zrobic podejscie do Thimbleweed Park – jesli chcecie mozemy to nazwac przygodowkowym survivalem 🙂

      • …. Zastanawiajace jest tylko to, skad tyle survivali w swiecie post apokaliptycznym? …. Bo ludzie lubią się bać. Większość ludzi, poza psychopatami, boi się utraty naszego poukładanego świata. Kiedy papu nie stoi w Biedronie na półce tylko ma cztery nóżki i spiernicza lub my uciekamy przed nim. O braku prądu, internetów i wody w kibelku nie wspomnę.

      • Świetnie to ująłeś Pawełku.

        Dawno nie ukazała się na rynku gra MMO, która wciągnęła by człowieka na dłużej niż na chwilę.
        Dodatkowo praktycznie każdy tytuł mający coś wspólnego z MMO ma korzenie azjatyckie. Osobiście mam już dość kolejnych gier gdzie możemy grać liskami, miśkami, kotkami i innymi pluszakami o piskliwych głosikach.

        Niestety tak jak już wspomnieliście wszystko co się ostatnio pojawia na rynku jest easy mode po to by przyciągnąć jak największą liczbę graczy. Graczy, którym nie chce się poświęcić odrobiny wysiłku by coś osiągnąć.
        Z drugiej strony … po co skoro można wygrindować postać na maxa w dzień lub kilka dni i to solo.
        Producenci też nie zachęcają do wysiłku, bo to produkt komercyjny i ma się sprzedać.

        Co do survivali to nie do końca zgadzam się z Kinią, że nie ma grindu. Moim skromnym zdaniem jest, tylko inaczej zrobiony. Chcesz wybudować fajny domek zamek itp : kop surowce i to w nie małych ilościach. Chcesz wyprodukować sobie sprzęt by przetrwać we wrogim środowisku : kop surowce , zabijaj moby może coś wypadnie :). Jak cię zabiją tracisz ekwipunek, chcesz grać dalej kop surowce zabijaj moby odzyskaj graty 🙂

        Osobiście coraz częściej zastanawiam się czy nie przerzucić się całkowicie na gry single player, które można przejść od początku do końca, a po ich zakończeniu spokojnie sięgnąć po nową pozycje.

        Dodatkowo co mnie ostatnio zniechęca do gier online i multiplayer w sieci jest wszech obecny poziom hate i braku kultury.
        Nie ważne czy to MMO, shooter, survival, MOBA itp hate aż wylewa się z chata.

        … a może ja już po prostu jestem na to wszystko za stary 🙂

  4. Co Prawda to Prawda, jednak nie wszystkie nowości zmieniły gatunek mmorpg na złe, wiele rzeczy urozmaica a wiele pogarsza, sam grind teraz bez grindu nic nie osiagniesz , no znaczy oczywiście istnieje droga płatnicza alee to swoją drogą, dla mnie kierunek mmorpg idzie w złą strone co raz więcej jest mmorpg z Azji , tam mają inne zdanie co to ma być „prawdziwe” mmorpg. Według mnie i tak wcale nie jest źle, a sama rzecz grindu w zespole nie jest taka zła. Questy – druga rzecz która bardzo mnie wpienia , w latach świetności mmorpg nie było trzymania za rączkę i z punktu do punktu , ba nawet teraz klikasz (przypuśćmy) F i idziesz do końca questa bez ruszenia się z fotela, tylko czasami jak jest dosyć popularna misja zabij i wróć. Dla mnie sytaucja nie jest az tak kiepska , jednak mogła by być lepsza , zachęcam was również do grania w tzw. odlschooly czyli tibie , nawet wieśka 1 choć nie jest to gatunek mmorpg , daje dużo frajdy.

Comments are closed.