Ech Miscreated… można się na Ciebie wkurzać, można Cię kochać, ale od teraz trzeba się Ciebie także i bać.

To się narobiło w tym survivalu. Dla tych co nie wiedzą, to po ostatniej aktualizacji, strach się bać i wszelkie wyprawy na tereny zamieszkane przez mutanty, powinny odbywać się w asyście ochroniarzy. Dlaczego? Bo skubane agresory są teraz inteligentne i potrafią wlecieć za graczem nawet na któreś tam piętro budynku! Pal licho jak się ma już broń, ale co jeśli się jej dopiero szuka i nieświadomie pójdzie się do miasta? No cóż, to wtedy trzeba chodzić na paluszkach i modlić się, by nas mutanty nie zauważyły.

I albo mam pecha, albo tak to zostało zrobione, ale ostatnio Brightmore było wypełnione tymi wielkimi, paskudnymi brutalami!

A było tak fajnie – można było zawsze uciec do domków, one gdzieś tam po drodze utykały, a teraz nagle nauczyły się wchodzić przez drzwi! I jest strasznie… Całe szczęście, że wczoraj na ratunek przyleciała mi moja ochrona z Wielobranżowego Przedsiębiorstwa KRÓLE, która nawet dostarczyła mi jakiś tam karabin. Siekierkę udało mi się znaleźć zanim zaatakowała mnie banda mutantów i całe szczęście, że wchodzili pojedynczo, więc jakimś cudem udało mi się przeżyć.

Oczywiście droga do mojego domku także nie należała do najbezpieczniejszych, ale jakoś się nam udało tam dotrzeć. I kiedy już myślałam, że czas sie wylogować i pójść spać, to wtedy pojawił się ON – z motorówką, i zacumował obok mojego domku…

Chodź Kinya, przepłyniemy się

„Nie ma czasu, zaraz muszę uciekać”

Tylko 5 minut, popływamy sobie po rzece

Tia… A ja jak zawsze wierzę w bajki…

Bo Króle wpadły na pomysł, aby łódką popłynąć w pobliże ich baz i o ile mieszkają w miale niedaleko mnie, to rzeką się do nich nie dostaniem ze względu na olbrzymie progi wodne, jakie zostały stworzone przez ekipę Miscreated. Więc trzeba było na około. I nie wiem dlaczego myślałam, że zajmie nam to maksymalnie 10 minut. Może dlatego, że sama mapa Miscreated nie wygląda na zbyt dużą, ale uwierzcie mi – ta malutka wycieczka zajęła nam prawie 50 minut! Wliczając w to wyciąganie łódki na brzeg i przepychanie do morza.

A potem to już tylko było: „Daleko jeszcze?„, „Nie, za tym cyplem…„, „Daleko jeszcze?”, „To chyba Pincrest, to jeszcze jeden cypel„, „Daleko jeszcze?„, „To chyba widać Brightmore, więc za tym cyplem na horyzoncie, to już będzie to„…

Tak sobie narzekam, ale oczywiście jak zwykle przednie się bawiłam.

Tylko z wrażenia, że w końcu dopłynęliśmy, zapomniałam zrobić zdjęcie tej niedawno dodanej osady rybackiej 🙂