Od kilku dni pogrywam sobie w polski survival Green Hell. Z jednej strony są rzeczy, które piekielnie mnie irytują, a z drugiej strony nie mogę przestać myśleć o każdej mojej kolejnej śmierci, zastanawiając się co poszło nie tak i co mogłam zrobić inaczej. To chyba dobrze – prawda?

Green Hell polskiego studia Creepy Jar, zadebiutował 29 sierpnia na Steam Early Access. Jak dla mnie data premiery została nieco niefortunnie wybrana i zbiegła się w czasie z ogromnie nahajpowaną survivalową produkcją innego studia, no ale cóż – czasu się nie cofnie. Całe szczęście, że jak na razie widać iż tytuł ten przypadł graczom do gustu, bo zbiera na Steam pozytywne opinie.

Gra rzuca nas w środek amazońskiej dżungli. W przeciwieństwie jednak do większości innych survivali, gdzie przeżywamy jakąś tam katastrofę, tutaj zaczynamy przygodę ze sporą ilością wyposażenia. Wraz ze swoją partnerką zajmujemy się bowiem badaniami znajdującej się w tym regionie Amazonii fauny i flory, a także dzikich plemion. I właśnie dlatego wysłani zostaliśmy do dżungli z prawie pełnym wyposażeniem – przynajmniej w części fabularnej, bo survival to już inna historia.

To już kolejny pobyt naszej postaci w tym regionie, a wszystko z powodu nieszczęsnej książki o odkrytych tu plemionach, która to przyciągnęła zbyt wiele uwagi i zepsuła panujące do niedawna przyjacielskie stosunki. Tym razem jednak, naszym celem jest ponowne przekonanie odkrytych plemion, że ludzie nie są tacy źli. Coś jednak nie idzie po naszej myśli…

Na ten moment twórcy udostępnili graczom pierwsze 30 minut kampanii, która pełni także rolę samouczka. W czasie jego trwania dowiadujemy się jak rozpalać ognisko, korzystać ze smartwatcha, sprawdzać swoje ciało, czy też korzystać z otaczających nas roślin, by się wyleczyć.

Dalsza część rogrywki udostępniona zostanie po premierze i powiem uczciwie, że nie mogę się jej doczekać. Te ostatnie dostępne 60 sekund, było dość szokujące…

Prócz części fabularnej do dyspozycji graczy oddany został także tryb przetrwania, który to nawet na najłatwiejszym poziomie jest piekielnie trudny.

Stworzona przez studio Creepy Jar dżungla, wygląda cudnie. Tak jak i w przypadku innych survivali, także i tutaj po zalogowaniu rozglądamy się i zaczynamy walkę o przetrwanie. Kamyki, patyki, kokosy, liany – to utrzyma nas przy życiu przez pierwsze kilkadziesiąt minut, pozwalając nam stworzyć to co jest nam najbardziej potrzebne do przetrwania.

Przemierzając dżunglę możemy natknąć się na różnego rodzaju rośliny. Część z nich jest jadalna, a po innych się pochorujemy. Niestety, ale ich zastosowanie musimy przetestować na sobie, co może się okazać bolesne. Całe szczęście na następny raz będziemy już pamiętać, a jeśli mamy z tym problem, to zawsze warto zajrzeć do notatnika.

W naszej podręcznej księdze wiedzy, znajdziemy nie tylko opisy napotkanych roślin, ale i informacje jak radzić sobie z pijawkami, robakami, pasożytami, wymiotami oraz wieloma innymi problemami, z którymi musimy się zmierzyć. Green Hell nie prowadzi za rękę, chociaż jak na mój gust, trochę za bardzo utrudnia niektóre rzeczy.

Prócz flory, dżunglę zamieszkują także i inne stworzenia. I o ile tchórzliwe kapibary są dość łatwym źródłem protein jakie musimy konsumować, to atak jaguara może zakończyć się sporą raną.

Najniebezpieczniejsze jednak są dzikie plemiona. Powiem uczciwie, że nie mam pojęcia jak z nimi postępować. Porozmawiać się z nimi nie da. Walkę często przegrywam – nawet włócznia wbita w brzuch nie robi na nich większego wrażenia. Wychodzi na to, że mogę jedynie uciekać. Tylko dokąd, skoro są oni dosłownie wszędzie…

Czas porozmawiać o aspektach, które nie przypadły mi do gustu w Green Hell, ale wcale nie znaczy, że nie ulegną one zmianie w przyszłości.

Miałam ponarzekać na brak polskiego wsparcia językowego, co było dość dziwne, zważywszy na to, że to produkcja naszego rodzimego studia. To jednak zostało naprawione we wczorajszym hotfixie. Chociaż jak dla mnie polskie tłumaczenie powinno zostać nieco poprawione. Mały kij? Naprawdę? Dlaczego nie patyczek, gałązka, czy coś w ten deseń? Kto z nas przemierzając las mówi: „o, znalazłam mały kij„?

Także i dźwięki powinny zostać poprawione. Głosy papug brzmią nieco sztucznie, ale nic nie irytuje mnie bardziej niż odgłos dzikich pszczół w tej grze. Masakra. Nie dość, że jest to nienaturalnie głośny jednostajny dźwięk, to jeszcze jego zasięg jest naprawdę duży.

Największy problem jednak mam z historią, a raczej jej brakiem. Owszem, jest fabuła, ale w trybie przetrwania tak naprawdę nie wiadomo, co mamy robić poza przetrwaniem. Subnautica mnie rozpieściła, ale uważam, że także i w Green Hell mogłyby się znaleźć wskazówki, które mogą doprowadzić nas do innych lokacji.

Chociażby taki porzucony obóz handlarzy narkotyków. Owszem znajdujemy tu parę przydatnych rzeczy, uczymy się paru przepisów, a nawet możemy skorzystać z materacy, by się przespać. To czego mi brakuje to rozrzuconych notatek lub dzienników, które moglibyśmy przeczytać i znaleźć w nich jakieś wskazówki, na przykład: południowa plantacja znowu została zaatakowana przez tubylców, tubylcy zaatakowali i unieruchomili samochód dostawczy zrzucając na niego drzewo, zaatakowaliśmy obóz tubylców, itd.

Poza tym, od wielu lat Amazonia zmaga się wielkimi problemami: wycinka, potworne susze, ingerencja ludzi, itd. Aż żal, że ekipa Green Hell nie wykorzystała szansy i w jakiś sposób nie poruszyła tych tematów.

Zresztą, przemierzając tę amazońską dżunglę, chciałabym móc odkryć więcej lokacji. To akurat jednak może być związane z tym, że nie udało mi się dotychczas przetrwać dłużej jak dzień piąty.

Na koniec porozmawiajmy o wskaźnikach naszej postaci, które musimy brać pod uwagę, jeśli chcemy przeżyć: zdrowie psychiczne, zmęczenie, głód oraz pragnienie. Te dwie ostatnie, spadają w zastraszającym i wręcz nierealnym tempie. Ja rozumiem, że jest to survival, ale kilka godzin bez jedzenia i picia nas nie zabije, a co najwyżej może nas osłabić. W Green Hell ledwo zaczynamy rozgrywkę, a już słyszymy jak nasza postać narzeka jak bardzo jest spragniona.

Słysząc to marudzenie sięgamy po pierwszą wodę, która się nam nawinie – najczęściej brudną. A to może skończyć się tragicznie, chyba że dość szybko opanowaliśmy sztukę leczenia i pozbywania się niechcianych mieszkańców naszego ciała. No chyba, że właśnie o to chodziło twórcom…

Prócz zadbania o podstawowe aspekty przetrwania, musimy zadbać także o nasze zdrowie psychiczne. Jest to raczej zrozumiałe, że dość długie samotne przebywanie w dziczy ma negatywny wpływ na naszą psychikę, co może mieć konsekwencje w postaci halucynacji. Dość szybko musimy się nauczyć jak sobie z tym radzić, ale nie jest to zbyt trudne, zważywszy na to, że gra nas informuje, w których momentach poprawia się nam psychika.

I jeszcze jedno życzenie. Gra wygląda cudnie – naprawdę. Aż się chce robić zdjęcia. Dlatego też, fajnie by było, gdyby developerzy pomyśleli o możliwości wyłączenia interfejsu właśnie do robienia screenshotów.

Podsumowując: jak na wczesny dostęp Green Hell zapowiada się świetnie, chociaż przed studiem Creepy Jar jeszcze trochę pracy.  Po 10 przegranych godzinach, z pewnością wrócę na kolejną rundę, by zobaczyć czy uda mi się przerwać złą passę i przetrwać dłużej niż pięć dni. Dobra wiadomość jest taka, że jaguar mi nie straszny 😀