Czas na kolejny powrót do The Elder Scrolls Online. Premiera Summerset już za pasem, więc pomyślałam sobie iż jest to idealny moment, by zajrzeć na tę tajemniczą wyspę i samodzielnie ocenić, czy zamieszkujące ja elfy są aż tak zarozumiałe, jak głoszą plotki.

The Elder Scrolls Online zdaje się być tworzone z myślą o fanach eksploracji. Owszem, liczne mody podają graczom na talerzu wszystkie punkty zainteresowań oraz miejsca położenia skyshardów, ale ja z nich nie korzystam. Wolę zwiedzać świat i zaglądać w każdy kącik, szukając smaczków ukrytych przez ekipę ze studia ZeniMax. Nawet jeśli będzie to wielkim rozczarowaniem

Tak naprawdę, to gdybym była w stanie, to chyba nawet podniosłabym każdy kamień, aby zobaczyć czy czasem czegoś pod nim nie schowano. Mam nadzieję, że Summerset będzie dla mnie równie fascynującym doświadczeniem.

Jak się można było tego spodziewać, na moje powitanie wybiegł jakiś przerażony elf bełkoczący coś o potworach i szalonym kocie z pazurami. Tak, Razum-Dar także zawitał na tę wyspę i okazało się, że z miejsca zaatakowany został przez dziwaczne stwory. Jak się z pewnością domyślacie, postanowiłam pomóc mu rozwikłać tę zagadkę – nie żebym miała jakikolwiek wybór, po prostu po raz kolejny zostałam „całkiem niechcący” wciągnięta w kolejną zawieruchę.

Nie było wyjścia – musiałam poszukać pewnych odpowiedzi.

Nie wiem jak Wy, ale ja nie cierpię robić questów w grach MMO. Są one zazwyczaj aż tak bardzo powtarzalne,  że aż nudne: zabij 10 szczurów/zombie/<innych-stworzeń>, czy też przynieś, podaj i dostarcz przesyłkę. Wyjątkiem są jednak dwie gry: Secret World Legends oraz The Elder Scrolls Online. Obie oferują niepowtarzalny klimat oraz ciekawe – a niekiedy, przezabawne tajemnice do rozwikłania.

W przypadku ESO moja żyłka obieżyświata wygrywa nieco z robieniem misji. Lubię sobie zboczyć co nieco z wytyczonych szlaków i zamiast biec prosto do wyznaczonego celu, to zwiedzam. Nie dziwcie się więc, że już w pierwszej godzinie pobytu na Summerset obleciałam najbliższe okolice Shimmerene, część miasta i… odwiedziłam wnętrza kilku domów.

Wiecie, zanim wyruszyłam do Summerset opróżniłam swój plecak, a pusty plecak jakoś mi przeszkadza. Zdecydowanie bardziej komfortowo czuję się, gdy mi coś w nim brzęczy, stuka i uwiera w kręgosłup. A wszyscy dobrze wiemy, że najlepiej się go zapełnia w domach mieszkańców Shimmerene. Dlatego też nie możecie mi się dziwić, że wylądowało w nim mnóstwo biżuterii, trochę innych świecidełek i broni, a żeby było nieco bardziej kulturalnie, to nawet znalazłam czas aby poczytać książki. I naprawdę to wszystko mi się zmieściło! Sztuka pakowania opanowana do perfekcji 😀

Nie macie co się martwić – nikt mnie nie przyłapał, a kilku ewentualnych świadków zostało zlikwidowanych. Gdyby więc ktoś szukał zaginionych członków rodziny, to… pewnie nigdy ich nie znajdzie.

Czy ja już Wam mówiłam jak ja kocham rabować i mordować w The Elder Scrolls Online?

Na wybrzeżu natknęłam się także na pamiętniki pra-pra-pra-pra-…-pra-dziadka Hulka, albo przynajmniej kogoś z nim spokrewnionego i nauczyłam się kolejnej bardzo pożytecznej umiejętności: Sztuki Rozwalania. Właśnie tego mi brakowało w życiu!

Niestety, na tym skończyła się moja pierwsza wyprawa do Summerset, bo pechowo właśnie wtedy ZeniMax postanowił wyłączyć serwery. Nie ma sprawy, naprawianie wszelkich błędów i eksploitów zawsze jest mile widziane, a jeśli dzięki temu Tamriel stanie się bezpieczniejsze, to mogą to robić nawet codziennie. Oczywiście pod warunkiem, że będą mogła zalogować się od czasu do czasu i wbić komuś nóż w plecy…

Tym optymistycznym kończę i zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć z wyprawy, które to zamieszczam poniżej.

A Wy jak spędziliście swoją pierwszą godzinę w Summerset?